Widelec Be snuje się po talerzu. Broda wsparta nadgarstkiem.
- Te ziemniaki są jakieś dziwne. Coś mi w nich nie pasuje.
- No co ty, smaczne są, z boczkiem, majerankiem, jedz.
Minuta ciszy. Rzadkość.
Po chwili, z wolna i uroczyście, Be wygłasza orędzie:
- Mamo, to nie jest PRL. Teraz już można przedstawiać swoje zdanie.
(Oto co się dzieje, gdy kupi się książkę o niewinnym tytule "Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci")
20 lis 2012
Kosmita
"Zadek domowy: Weź do ręki kosmiczny telefon i porozmawiaj z jednym z kosmitów. Napiszę dialog z kosmitą."
I czytam:
- Kim jesteś?
- Jestem chodzącym gadułą.
- Z jakiej planety pochodzisz?
- Pochodzę z planety Bartków.
- Czyli?... Jesteś Bartkiem?
- Tak, bo pochodzę z tego obszaru, po którym chodzą największe gaduły świata, czyli Bartki. Ja jestem jednym z miliarda takich, którzy bez przerwy gadają.
- Ile na twojej planecie jest wymiarów?
- Aktywnych trzydzieści osiem.
- Dobra, lecę z powrotem, pa!
- Chwila, masz jakąś ulubioną potrawę?
- Ja? Ja nie mam żadnych ulubionych potraw, ja nawet nie jem potraw! Moje potrawy to słowa. A twoje?
- Naleśniki.
- To tak samo jak mój deser! Słowo "naleśnik" pysznie smakuje!
- No to smacznego! Pa!
I czytam:
- Kim jesteś?
- Jestem chodzącym gadułą.
- Z jakiej planety pochodzisz?
- Pochodzę z planety Bartków.
- Czyli?... Jesteś Bartkiem?
- Tak, bo pochodzę z tego obszaru, po którym chodzą największe gaduły świata, czyli Bartki. Ja jestem jednym z miliarda takich, którzy bez przerwy gadają.
- Ile na twojej planecie jest wymiarów?
- Aktywnych trzydzieści osiem.
- Dobra, lecę z powrotem, pa!
- Chwila, masz jakąś ulubioną potrawę?
- Ja? Ja nie mam żadnych ulubionych potraw, ja nawet nie jem potraw! Moje potrawy to słowa. A twoje?
- Naleśniki.
- To tak samo jak mój deser! Słowo "naleśnik" pysznie smakuje!
- No to smacznego! Pa!
19 lis 2012
Discotecka
Be, konsekwentnie idąc za powołaniem, otwarło nowy rozdział w swoim życiu i spisało zasady "discotecki". Zasady bowiem - rzecz zasadnicza.
Z zapiskow didżeja:
"Hejka! Tu dj Barti! Zapraszam na SUPEROWĄ, na tym osiedlu NIEPOWTARZALNOM IMPREZĘ! Jeżeli boisz się o kartę klubowicza, nie masz co szlochać - przy drobnej umowie ją DOSTANIESZ! ZANIM to zrobisz, musisz zaliczyć chociaż jedną moją imprezę, przed którą właśnie stoisz. Żeby imprezka się udała, musimy ją troszeczkę zmienić. Jak? Za chwilę się dowiecie.
ULEPSZENIE NR:1 Żeby bałagan był trochę mniejszy, dodałem kilka klubowych zasad, które zobaczycie na następnej stronie.
ZASADA 1: Klub jest czynny od 20:00 do 24:00 i ani sekundę później.
ZASADA 2: Nie ma wypychania za drzwi.
ZASADA 3: Nie wyrządzaj krzywdy uczestnikom zabawy.
ZASADA 4: Pod żadnym pozorem (poza proźbami rodziców) nie wynoś lampek z pokoju.
ZASADA 5: ZASADY PIĄTEJ już nie ma.
Czyli możecie robić, co chcecie, oprócz tych właśnie zasad.
Teraz nadeszła pora na ULEPSZENIE NR: 2
W sali imprezowania są takie lampki:
[i tu kilka wyrazistych rysunków plus inwentaryzacja]
-kula1
-futrzak
-świecące brokatki
-krzaczek
-disco-układanka
-laser
-latarka
-kula2
-grzybki
-kogut
Mamy u nas dużo miejsca, a więc oprócz tych lampek, możecie przynieść też swoje! Wiecie, że u nas stosujemy taką zasadę:
IM WIĘCEJ LAMPEK, TYM WIĘCEJ TRAMPEK.
Trochę ona dziwna, ale przynosząc lampki właśnie ją stosujecie!
Jeżeli się zdecydujesz, powiedz nam najpierw, jaką lampkę chcecie wnieść.
Najwyszsza pora na ULEPSZENIE 3-cie.
Najpierw rzućmy okiem na naszą listę...
[+] zasady
[+] lampki
[ ] jedzenie
...Ops! Nie mamy jedzenia! Wiedzcie, że tacy dj-y jak ja uważają że "IMPREZA BEZ ŻARCIA SIĘ NIE OBEJDZIE". I wiecie, że chyba mają rację. Więc jeśli mama lub tata wam na to pozwoli, weźcie coś do jedzenia.
[ciąg dalszy NIEWĄTPLIWIE nastąpi]
Z zapiskow didżeja:
"Hejka! Tu dj Barti! Zapraszam na SUPEROWĄ, na tym osiedlu NIEPOWTARZALNOM IMPREZĘ! Jeżeli boisz się o kartę klubowicza, nie masz co szlochać - przy drobnej umowie ją DOSTANIESZ! ZANIM to zrobisz, musisz zaliczyć chociaż jedną moją imprezę, przed którą właśnie stoisz. Żeby imprezka się udała, musimy ją troszeczkę zmienić. Jak? Za chwilę się dowiecie.
ULEPSZENIE NR:1 Żeby bałagan był trochę mniejszy, dodałem kilka klubowych zasad, które zobaczycie na następnej stronie.
ZASADA 1: Klub jest czynny od 20:00 do 24:00 i ani sekundę później.
ZASADA 2: Nie ma wypychania za drzwi.
ZASADA 3: Nie wyrządzaj krzywdy uczestnikom zabawy.
ZASADA 4: Pod żadnym pozorem (poza proźbami rodziców) nie wynoś lampek z pokoju.
ZASADA 5: ZASADY PIĄTEJ już nie ma.
Czyli możecie robić, co chcecie, oprócz tych właśnie zasad.
Teraz nadeszła pora na ULEPSZENIE NR: 2
W sali imprezowania są takie lampki:
[i tu kilka wyrazistych rysunków plus inwentaryzacja]
-kula1
-futrzak
-świecące brokatki
-krzaczek
-disco-układanka
-laser
-latarka
-kula2
-grzybki
-kogut
Mamy u nas dużo miejsca, a więc oprócz tych lampek, możecie przynieść też swoje! Wiecie, że u nas stosujemy taką zasadę:
IM WIĘCEJ LAMPEK, TYM WIĘCEJ TRAMPEK.
Trochę ona dziwna, ale przynosząc lampki właśnie ją stosujecie!
Jeżeli się zdecydujesz, powiedz nam najpierw, jaką lampkę chcecie wnieść.
Najwyszsza pora na ULEPSZENIE 3-cie.
Najpierw rzućmy okiem na naszą listę...
[+] zasady
[+] lampki
[ ] jedzenie
...Ops! Nie mamy jedzenia! Wiedzcie, że tacy dj-y jak ja uważają że "IMPREZA BEZ ŻARCIA SIĘ NIE OBEJDZIE". I wiecie, że chyba mają rację. Więc jeśli mama lub tata wam na to pozwoli, weźcie coś do jedzenia.
[ciąg dalszy NIEWĄTPLIWIE nastąpi]
12 lis 2012
Siury
Kulamy się w korku. Z letargu wybija mnie Be:
- Mamo, mam zadanie: powiedz kilka razy "siury".
- Co?
- No powiedz, a dowiesz się, jak ma na imię tata Jacka.
(Panie Rysiu, pozdrawiamy!)
- Mamo, mam zadanie: powiedz kilka razy "siury".
- Co?
- No powiedz, a dowiesz się, jak ma na imię tata Jacka.
(Panie Rysiu, pozdrawiamy!)
10 lis 2012
Dłoń
Be przed zaśnięciem kładzie moją rękę na swoim policzku.
- Lubię twoją dłoń.
- Dlaczego?
- Bo jest na niej obrączka. Bo masz takie fajne, trochę drapiące paznokcie. Bo jest bardzo ciepła. Bo... dotyka wszystkiego.
- Lubię twoją dłoń.
- Dlaczego?
- Bo jest na niej obrączka. Bo masz takie fajne, trochę drapiące paznokcie. Bo jest bardzo ciepła. Bo... dotyka wszystkiego.
6 lis 2012
Be modlitwa
Konsumpcja u babci. Jedną z przedobiednich tradycji domu jest modlitwa dziecięca: "Panie Boże, nasze słonko, pobłogosław to jedzonko."
Be wpisało się w tradycję wyśmienicie i ochoczo zabrało się za kluseczki. Po kluseczkach i innych (kompletnie już bez znaczenia) dobrach, wjechał deser. Małe, chcąc zadośćuczynić Bogu i bliźnim, inicjuje z mocą:
- Panie Boże, nasze słonko... Yyy, babciu, a czy mogę dla odmiany z brzydkim wyrazem?
Be wpisało się w tradycję wyśmienicie i ochoczo zabrało się za kluseczki. Po kluseczkach i innych (kompletnie już bez znaczenia) dobrach, wjechał deser. Małe, chcąc zadośćuczynić Bogu i bliźnim, inicjuje z mocą:
- Panie Boże, nasze słonko... Yyy, babciu, a czy mogę dla odmiany z brzydkim wyrazem?
30 paź 2012
Dzieńbe
Zadanie domowe: Opisz swój dzień. Z lekka podrasowany:
"To był dzień, kiedy po podstawówce od razu leciałem do muzycznej - czwartek. I rzeczywiście. Po szkole odebrała mnie tym razem babcia (to dziwne, bo w tym dniu miała mnie odebrać mama) i w dwójkę spieszyliśmy na tramwaj. W drodze opowiadałem babci to i owo, co działo się tego dnia w szkole. Babcia jak zwykle mnie pochwaliła. Nie wiem, co ona ma z tym pochwalaniem, bo tego dnia zostałem wysłany po kredę i namoczenie gąbki: zamiast kredy przyniosłem ślimaka, a zamiast wrócić z mokrą gąbką, wróciłem z suchą gąbką i mokrą głową.
Kiedy wsiedliśmy do tramwaju (a był to Tramino), okazało się, że nie ma wolnych miejsc - wiecie, jak długo tam się jedzie? Pół godziny! - no i przez te pół godziny musieliśmy stać. Po wyjściu okazało się, że nogi zdrętwiały mi tak bardzo, że nie mogłem się ruszyć i babcia musiała mi rozruszać stopy. Kiedy wreszcie babcia i ja doszliśmy do szkoły muzycznej, czekała nas niespodzianka: pani Danusi nie było! Zacząłem tańczyć na stoliku wesoły, że pani ma godzinowe spóźnienie. Zacząłem błagać babcię o kasę do automatu, ale babcia w odpowiedzi dała mi zamiast złotówki klapsa. Nie wiem, co jest z tą babcią - może ma alergię?
Niestety - pani przyszła wcześniej, chociaż wszystko wskazywało na to, że pani nie przyjdzie. A więc babcia sobie poszła, a mnie zabrała pani. Ćwiczyłem gamy, za co na ostatniej lekcji dostałem tróję, ale tego dnia dostałem szóstkę! Sonatina c-dur wyszła mi wspaniale, gama g-dur rozbieżna - też. Pod koniec lekcji zupełnie zapomniałem, że czeka mnie jeszcze RYTMIKA! Od razu po lekacjach popędziłem jak torpeda do sali obok. Tam się przebrałem. Kiedy pani zagrała na znak wejścia do klasy, weszliśmy wszyscy w piątkę (w składzie był Jasiu, Jeremi, Kuba, Natalka (najmłodsza) i ja). Na dzisiejszych zajęciach uczyliśmy się pauz szesnastkowych. Potem była tonika i inne ważne dźwięki w gamie oraz trójdźwięk zasadniczy, pierwszy i drugi. Na przerwie Jeremi wymyślił super zabawę - butohokej. Ta zabawa polegała na tym, że braliśmy swoje plecaki, jeden z butów i popychaliśmy plecakami but tak, żeby strzelić bramkę, która znajdowała się pod ławką. Po przerwie czekała mnie kolejna niespodzianka - były same zabawy! Bawiliśmy się akurat w moje ulubione zabawy: w kucharza, w marchewki, w dentystę, w morze i plażę, w zające, w wiewiórki... Bawiłem się tak przez pół godziny. W końcu po lekcjach odebrała mnie mama i tu kolejna frajda - mama kupiła mi supernową, błyszczącą KULĘ LUSTRZANĄ. Od razu, kiedy wróciłem do domu, powiesiłem ją na suficie i ona wisi tam do dziś. To był wspaniały dzień, prawda?"
"To był dzień, kiedy po podstawówce od razu leciałem do muzycznej - czwartek. I rzeczywiście. Po szkole odebrała mnie tym razem babcia (to dziwne, bo w tym dniu miała mnie odebrać mama) i w dwójkę spieszyliśmy na tramwaj. W drodze opowiadałem babci to i owo, co działo się tego dnia w szkole. Babcia jak zwykle mnie pochwaliła. Nie wiem, co ona ma z tym pochwalaniem, bo tego dnia zostałem wysłany po kredę i namoczenie gąbki: zamiast kredy przyniosłem ślimaka, a zamiast wrócić z mokrą gąbką, wróciłem z suchą gąbką i mokrą głową.
Kiedy wsiedliśmy do tramwaju (a był to Tramino), okazało się, że nie ma wolnych miejsc - wiecie, jak długo tam się jedzie? Pół godziny! - no i przez te pół godziny musieliśmy stać. Po wyjściu okazało się, że nogi zdrętwiały mi tak bardzo, że nie mogłem się ruszyć i babcia musiała mi rozruszać stopy. Kiedy wreszcie babcia i ja doszliśmy do szkoły muzycznej, czekała nas niespodzianka: pani Danusi nie było! Zacząłem tańczyć na stoliku wesoły, że pani ma godzinowe spóźnienie. Zacząłem błagać babcię o kasę do automatu, ale babcia w odpowiedzi dała mi zamiast złotówki klapsa. Nie wiem, co jest z tą babcią - może ma alergię?
Niestety - pani przyszła wcześniej, chociaż wszystko wskazywało na to, że pani nie przyjdzie. A więc babcia sobie poszła, a mnie zabrała pani. Ćwiczyłem gamy, za co na ostatniej lekcji dostałem tróję, ale tego dnia dostałem szóstkę! Sonatina c-dur wyszła mi wspaniale, gama g-dur rozbieżna - też. Pod koniec lekcji zupełnie zapomniałem, że czeka mnie jeszcze RYTMIKA! Od razu po lekacjach popędziłem jak torpeda do sali obok. Tam się przebrałem. Kiedy pani zagrała na znak wejścia do klasy, weszliśmy wszyscy w piątkę (w składzie był Jasiu, Jeremi, Kuba, Natalka (najmłodsza) i ja). Na dzisiejszych zajęciach uczyliśmy się pauz szesnastkowych. Potem była tonika i inne ważne dźwięki w gamie oraz trójdźwięk zasadniczy, pierwszy i drugi. Na przerwie Jeremi wymyślił super zabawę - butohokej. Ta zabawa polegała na tym, że braliśmy swoje plecaki, jeden z butów i popychaliśmy plecakami but tak, żeby strzelić bramkę, która znajdowała się pod ławką. Po przerwie czekała mnie kolejna niespodzianka - były same zabawy! Bawiliśmy się akurat w moje ulubione zabawy: w kucharza, w marchewki, w dentystę, w morze i plażę, w zające, w wiewiórki... Bawiłem się tak przez pół godziny. W końcu po lekcjach odebrała mnie mama i tu kolejna frajda - mama kupiła mi supernową, błyszczącą KULĘ LUSTRZANĄ. Od razu, kiedy wróciłem do domu, powiesiłem ją na suficie i ona wisi tam do dziś. To był wspaniały dzień, prawda?"
25 paź 2012
Prędkość światła
Be, w drodze powrotnej ze szkoły, strzela pytaniami jak z kałasza. Dziś poległam na:
- Mamo, a w jakim czasie prędkość światła obiega ziemię?
- Mamo, a w jakim czasie prędkość światła obiega ziemię?
24 paź 2012
Be poślubne
Dziś Małe Be się ożeniło. Ślub planowano od dawna: środa, duża przerwa. Kapłan pod postacią Zuzy wykonał z plasteliny obrączki, przygotował zaproszenia oraz poprowadził ceremonię. Publiczność - zgodnie z relacją Be - dopisała. Przewaga dziewczyn ale:
- Było też dwóch chłopaków. Miłosz popatrzył, popatrzył i poszedł, a Stachu powiedział Zuzi, że upadła na głowę. No i Zuza się rozpłakała. Ale myślę, że to też ze wzruszenia, bo to był piękny ślub!
- A na czym polegało zawarcie małżeństwa?
- Mogliśmy się z Helą pocałować w usta.
...Ale wiesz, mamo, po ślubie to wszystko się zmienia. Zaraz przyszła pani i powiedziała, że mamy zakaz całowania. A przed ślubem zakazu nie było!
- Było też dwóch chłopaków. Miłosz popatrzył, popatrzył i poszedł, a Stachu powiedział Zuzi, że upadła na głowę. No i Zuza się rozpłakała. Ale myślę, że to też ze wzruszenia, bo to był piękny ślub!
- A na czym polegało zawarcie małżeństwa?
- Mogliśmy się z Helą pocałować w usta.
...Ale wiesz, mamo, po ślubie to wszystko się zmienia. Zaraz przyszła pani i powiedziała, że mamy zakaz całowania. A przed ślubem zakazu nie było!
19 paź 2012
Za pas
Wpadliśmy wieczornie w pościel; w sen niekoniecznie. Małe z rozmachem planuje sobotę. Pływalnia, playstation, rower, pizza, spis urodzinowych konkursów, gra w butelkę (ostatnio mocno na topie). Dla pewności uprzedzam:
- Niestety nie ma mnie jutro, Be. Siedzę od rana do wieczora na uczelni.
- No coś ty! I co teraz? Muszę się z tobą mocno zaprzytulić!
- Niestety nie ma mnie jutro, Be. Siedzę od rana do wieczora na uczelni.
- No coś ty! I co teraz? Muszę się z tobą mocno zaprzytulić!
17 paź 2012
Penisiaki
Z cyklu "Rozmowy po zmierzchu" tym razem na tapecie siusiaki i oprzyrządowanie żeńskie. Przeciekawe rozmowy się toczą, w końcu mówię:
- Wiesz, Be, jest inna, taka bardziej dorosła nazwa na siusiaka: penis.
- O, super! Od dziś będę się chodził wypenisać.
- Wiesz, Be, jest inna, taka bardziej dorosła nazwa na siusiaka: penis.
- O, super! Od dziś będę się chodził wypenisać.
Przeszł
Be rzuca mi na kolana niebieską kartkę i z dumą ogłasza:
- Dostałem piątkę za scenkę!
Czytam:
"Zuza: - Moja mama jest psem na esemesy. W ogule nie ma dla mnie czasu. Pomożesz mi jakoś? Be: - Całuj psa w nos! Z moją mamą jest tak samo! Kiedy próbuję ją odciągnąć od komórki, zaczyna wieszać na mnie psy. Zuza: - Oj Be, my to mamy pieskie życie!..."
Robi się gorąco.
- Jest jeszcze druga piątka za opis psa. I trzecia: za kalendarz pogody. No i plusik z zachowania na angielskim.
Stan przedzawałowy. Plusik z ZACHOWANIA?!
- A, i czwórka z dyktanda. Mamo, dziś przeszłem sam siebie!
Uf.
- Dostałem piątkę za scenkę!
Czytam:
"Zuza: - Moja mama jest psem na esemesy. W ogule nie ma dla mnie czasu. Pomożesz mi jakoś? Be: - Całuj psa w nos! Z moją mamą jest tak samo! Kiedy próbuję ją odciągnąć od komórki, zaczyna wieszać na mnie psy. Zuza: - Oj Be, my to mamy pieskie życie!..."
Robi się gorąco.
- Jest jeszcze druga piątka za opis psa. I trzecia: za kalendarz pogody. No i plusik z zachowania na angielskim.
Stan przedzawałowy. Plusik z ZACHOWANIA?!
- A, i czwórka z dyktanda. Mamo, dziś przeszłem sam siebie!
Uf.
9 paź 2012
Razy dziesięć
Odbieram Be ze szkoły.
- Jak było? - pytam.
- Super! Żadnych uwag, cztery plus za pracę o warstwach lasu i... - tu Małe zawiesza głos - dziesięć pocałunków w policzek Heli.*
- O rany. Nie za dużo? - pytam, bo nie wiem właściwie jak skomentować.
- Ech, mamo. Wiedziałem, że jestem romantyczny...
Ale nie sądziłem, że aż tak!
*Pamiętacie Helę? Już w zerówce Be napisał jej taką oto walentynkę: "Chociaż jesteś jeszcze dzieckiem, to kiedy dorośniesz, masz pamiętać, że cię kocham i miłuję z całego serca!"
- Jak było? - pytam.
- Super! Żadnych uwag, cztery plus za pracę o warstwach lasu i... - tu Małe zawiesza głos - dziesięć pocałunków w policzek Heli.*
- O rany. Nie za dużo? - pytam, bo nie wiem właściwie jak skomentować.
- Ech, mamo. Wiedziałem, że jestem romantyczny...
Ale nie sądziłem, że aż tak!
*Pamiętacie Helę? Już w zerówce Be napisał jej taką oto walentynkę: "Chociaż jesteś jeszcze dzieckiem, to kiedy dorośniesz, masz pamiętać, że cię kocham i miłuję z całego serca!"
Ptaszku
- Mamo, czemu czasem mówisz do mnie "ptaszku"?
- Nie wiem. A jak mam mówić?
- Może "prezes"? - nieśmiało proponuje Be.
Dławię się ze śmiechu, czym najwyraźniej gaszę prezesa.
- No dobra, może być "sedes".
- Nie wiem. A jak mam mówić?
- Może "prezes"? - nieśmiało proponuje Be.
Dławię się ze śmiechu, czym najwyraźniej gaszę prezesa.
- No dobra, może być "sedes".
3 paź 2012
Jestę listkię
Małe Be zamknęło się dziś w pokoju na cały wieczór. Po czasie, dumne i podejrzanie milczące, wyrosło przy naszej kanapie. Uroczyście trzymając zeszyt od polskiego zapytało:
- Mogę wam przeczytać swoje opowiadanie o listku?
No to jedziemy (pisownia oryginalna):
KONIEC!"
Moja rodzina
Przeglądam zeszyt i co widzę?
"Moja rodzina jest niewielka, składa się tylko z trzech osób, ale jest w niej wesoło. Moja mama ma na imię Agnieszka. Jest ciepła, miła, ale przede wszystkim kochana. Tata ma na imię Be (tak samo jak ja!). Lubi grać w planszówki, biegać, jeździć ze mną na rolkach, a nawet robić ze mną lekcje muzyki. W mojej rodzinie czuję się szczęśliwy."
...
"Moja rodzina jest niewielka, składa się tylko z trzech osób, ale jest w niej wesoło. Moja mama ma na imię Agnieszka. Jest ciepła, miła, ale przede wszystkim kochana. Tata ma na imię Be (tak samo jak ja!). Lubi grać w planszówki, biegać, jeździć ze mną na rolkach, a nawet robić ze mną lekcje muzyki. W mojej rodzinie czuję się szczęśliwy."
...
Połowa plusa
- Dziś dostałem połowę plusa z angielskiego! - radośnie oznajmia Be.
- Czyli, mówiąc dokładniej, minus? - raczej nie mam złudzeń.
- Nie, nie, nie! Na cały plus było za mało, więc pani dała mi połowę.
- Czyli, mówiąc dokładniej, minus? - raczej nie mam złudzeń.
- Nie, nie, nie! Na cały plus było za mało, więc pani dała mi połowę.
1 paź 2012
Recykling
Weekendowy spacerek. Mijamy wielką, szklaną górę z potłuczonego szkła. To skłania Be do rozważań na temat recyklingu. Dziecię zafascynowane - przetwarzać można wszystko:
- I książki, i szkło, i papierki po cukierkach, a nawet papier toaletowy!
- Papier toaletowy może być efektem recyklingu. Ale na tym koniec - mówię. - Zużytego nie przetworzysz.
- Wcale nie - upiera się Be. - Możesz go wykorzystać do łapania much!
- To znaczy?
- Możesz porozkładać po domu te zużyte papiery, pozawieszać na suficie.
Muchy na pewno na to polecą!
- I książki, i szkło, i papierki po cukierkach, a nawet papier toaletowy!
- Papier toaletowy może być efektem recyklingu. Ale na tym koniec - mówię. - Zużytego nie przetworzysz.
- Wcale nie - upiera się Be. - Możesz go wykorzystać do łapania much!
- To znaczy?
- Możesz porozkładać po domu te zużyte papiery, pozawieszać na suficie.
Muchy na pewno na to polecą!
28 wrz 2012
Waga złota
Dziecię chore. Na obiad zaprosiliśmy frytki, just frytki; warzywa niecnie zakneblowane w lodówce. Tak, wiem.
Be radośnie podskakuje nad patelnią i pryska słowotokiem.
- Ale usmaż mi te frytki tak w sam raz, nie na czarno, nie na blado. Zrób na złoto. Takie złoto jak serce mojej mamy.
Ochjoj. Mięknę wyraźnie.
Przy stole Małe skacze po wątkach jak pasikonik:
- Mój pokój wala się od kurzu.
- Tak sobie myślę: gdybym złamał kość z tyłka, to byłoby fajne... Nigdy już nie musiałbym usiedzieć na miejscu, mógłbym skakać i biegać non stop! Ale i tak jest nieźle, mam elastyczne ciało. Tylko niestety nie mogę polizać łokcia. (Be próbuje natychmiast polizać łokieć, a nóż widelec).
- Wiesz, mama Maksa też ma kitkę tak jak ty. Ale ona ma niekręconą. Za to babcia Maska ma kręconą. Niedługo wszyscy będą mieli kręcone włosy. Jak w owczarni.
- Ile waży kilogram śledzia tak dokładnie?
- A pół cegły?
- Poproszę tonę keczupu i cztery tony frytek. Czuję, że podołam.
- Ile jest ludzi na świecie w przeliczeniu na kilogramy? Tona, dwie tony?
...Obiad na wagę złota.
Be radośnie podskakuje nad patelnią i pryska słowotokiem.
- Ale usmaż mi te frytki tak w sam raz, nie na czarno, nie na blado. Zrób na złoto. Takie złoto jak serce mojej mamy.
Ochjoj. Mięknę wyraźnie.
Przy stole Małe skacze po wątkach jak pasikonik:
- Mój pokój wala się od kurzu.
- Tak sobie myślę: gdybym złamał kość z tyłka, to byłoby fajne... Nigdy już nie musiałbym usiedzieć na miejscu, mógłbym skakać i biegać non stop! Ale i tak jest nieźle, mam elastyczne ciało. Tylko niestety nie mogę polizać łokcia. (Be próbuje natychmiast polizać łokieć, a nóż widelec).
- Wiesz, mama Maksa też ma kitkę tak jak ty. Ale ona ma niekręconą. Za to babcia Maska ma kręconą. Niedługo wszyscy będą mieli kręcone włosy. Jak w owczarni.
- Ile waży kilogram śledzia tak dokładnie?
- A pół cegły?
- Poproszę tonę keczupu i cztery tony frytek. Czuję, że podołam.
- Ile jest ludzi na świecie w przeliczeniu na kilogramy? Tona, dwie tony?
...Obiad na wagę złota.
26 wrz 2012
Umiarkowanie
Małe chore i na antybiotyku. Wczoraj, zgodnie z zaleceniem padre, spytaliśmy doktora, czy Be przy zapaleniu tchawicy (diagnozę, rzecz jasna, musimy mieć nieprzeciętną) może jeść słodycze. To było najważniejsze pytanie, jak się okazało.
- Może, ale w umiarze.
Nazajutrz Be osiąga wyżyny perswazji:
- Mogę umiarkowanie czegoś? Na przykład banana?
Albo jeszcze bardziej umiarkowanie Oreo?
- Może, ale w umiarze.
Nazajutrz Be osiąga wyżyny perswazji:
- Mogę umiarkowanie czegoś? Na przykład banana?
Albo jeszcze bardziej umiarkowanie Oreo?
Ży
Be zapisuje kolejny sukces na konsoli.
- Mamoooo, mamooo! Przez jakie 'ży' pisze się 'najszybsza'?
- Mamoooo, mamooo! Przez jakie 'ży' pisze się 'najszybsza'?
25 wrz 2012
Pierścionek uczuć
- Wiesz, mamo, Hela mi pokazała pierścionek uczuć z Sandomierza.
- Pierścionek uczuć?
- No. On zmienia kolory i mówi o uczuciach. Na przykład na stołówce chcieliśmy sprawdzić, co czuje herbata.
- I co?
- Wrzuciliśmy go do kubka. Herbata powiedziała: "Jestem przegrzana".
- Acha.
Chwila ciszy. Be w końcu pęka:
- Wiesz... W tajemnicy przed panią chcieliśmy sprawdzić, co czuje skarpeta. Na lekcji!
...I już wiem, wiem, że będzie Puenta. Rżę na samą myśl. Widzę też jak Be dzielnie siedzi całą lekcję z pierścionkiem w skarpecie.
- No i co czuła skarpeta? - pytam.
- Skarpeta...- tu Be zniża głos i pochyla się w moją stronę - Ona czuła ROMANTYZM.
- Pierścionek uczuć?
- No. On zmienia kolory i mówi o uczuciach. Na przykład na stołówce chcieliśmy sprawdzić, co czuje herbata.
- I co?
- Wrzuciliśmy go do kubka. Herbata powiedziała: "Jestem przegrzana".
- Acha.
Chwila ciszy. Be w końcu pęka:
- Wiesz... W tajemnicy przed panią chcieliśmy sprawdzić, co czuje skarpeta. Na lekcji!
...I już wiem, wiem, że będzie Puenta. Rżę na samą myśl. Widzę też jak Be dzielnie siedzi całą lekcję z pierścionkiem w skarpecie.
- No i co czuła skarpeta? - pytam.
- Skarpeta...- tu Be zniża głos i pochyla się w moją stronę - Ona czuła ROMANTYZM.
16 wrz 2012
Wyrazy szacunku
Be wykombinowało laurkę dla Jacka:
"Hej, chłopaki, hej, dziewczyny!
Dziś są twoje urodziny!!!
Wszyscy goście - mali, duzi -
dają ci prezentów tuzin!
Dają też masę poziomek,
kwiatów, książek, lecz ten dzionek
zdarza się jeden raz w roku,
więc szalejcie aż do zmroku!
Z wyrazami szacunku
- Be"
"Hej, chłopaki, hej, dziewczyny!
Dziś są twoje urodziny!!!
Wszyscy goście - mali, duzi -
dają ci prezentów tuzin!
Dają też masę poziomek,
kwiatów, książek, lecz ten dzionek
zdarza się jeden raz w roku,
więc szalejcie aż do zmroku!
Z wyrazami szacunku
- Be"
12 wrz 2012
Do hymnu
Kolacja. Be stuka w jajko. Dość długo.
- Przestań już - mówię.
- Czekaj, muszę skończyć. Stukam hymn naszej szkoły!
- Przestań już - mówię.
- Czekaj, muszę skończyć. Stukam hymn naszej szkoły!
Oceny
Be, z racji mojej naukowej kampanii wrześniowej, od kilku dni pomieszkuje u babci. Po pracy przybywa padre z rodzicielską kontrolą.
Babcia od progu w skowronkach:
- No pochwal się tacie, jakie dobre oceny dostałeś dzisiaj w szkole.
- 5 minus z matematyki, 5 z polskiego i 4 plus z zachowania. - Grzecznie recytuje Be.
- Dostajecie oceny za zachowanie na przerwie? - Padre węszy podstęp. - Pokaż dzienniczek.
- Nie, nie, nie. Ja tych ocen nie mam w dzienniczku. Ja te oceny SAM bym sobie wystawił.
Babcia od progu w skowronkach:
- No pochwal się tacie, jakie dobre oceny dostałeś dzisiaj w szkole.
- 5 minus z matematyki, 5 z polskiego i 4 plus z zachowania. - Grzecznie recytuje Be.
- Dostajecie oceny za zachowanie na przerwie? - Padre węszy podstęp. - Pokaż dzienniczek.
- Nie, nie, nie. Ja tych ocen nie mam w dzienniczku. Ja te oceny SAM bym sobie wystawił.
5 wrz 2012
Pora na dobranoc
Na dobranoc chcę ci powiedzieć o paru radach w sprawie przyjmowania gości - ni z gruszki ni z pietruszki oznajmia Be.
- Po pierwsze należy się przedstawić i grzecznie zaprosić gości do domu. Po drugie, oprowadzić. Po trzecie, jeśli lubią dyskoteki, zaprosić ich do mojego pokoju.
- Ok - mówię. - A skąd ci to przyszło do głowy teraz? W szkole rozmawialiście?
- Nie, tak ci radzę. Sam wymyśliłem. A propos szkoła! Mam najlepszą szkołę na świecie!
- Dlaczego?
- Bo jest super plac zabaw, koledzy, a akcja "Adoptuj Rycerza" zakończyła się sukcesem. Rycerze zostali odmalowani plus doszły im różowe ściany.
[Rechoczę skrycie.]
Ale wracając do rad w sprawie gości, jest jeszcze czwarta zasada: Musisz się im ładnie zaprezentować, żeby mogli uznać SWOJĄ dominację.
Tu umarłam. Musiałam więc błyskawicznie ulotnić się z pokoju.
Zza drzwi usłyszałam jeszcze:
- Maaamooo, co to jest właściwie dominacja?
- Po pierwsze należy się przedstawić i grzecznie zaprosić gości do domu. Po drugie, oprowadzić. Po trzecie, jeśli lubią dyskoteki, zaprosić ich do mojego pokoju.
- Ok - mówię. - A skąd ci to przyszło do głowy teraz? W szkole rozmawialiście?
- Nie, tak ci radzę. Sam wymyśliłem. A propos szkoła! Mam najlepszą szkołę na świecie!
- Dlaczego?
- Bo jest super plac zabaw, koledzy, a akcja "Adoptuj Rycerza" zakończyła się sukcesem. Rycerze zostali odmalowani plus doszły im różowe ściany.
[Rechoczę skrycie.]
Ale wracając do rad w sprawie gości, jest jeszcze czwarta zasada: Musisz się im ładnie zaprezentować, żeby mogli uznać SWOJĄ dominację.
Tu umarłam. Musiałam więc błyskawicznie ulotnić się z pokoju.
Zza drzwi usłyszałam jeszcze:
- Maaamooo, co to jest właściwie dominacja?
4 wrz 2012
Obo'wiązki
Be ma niewiele obowiązków. Próbujemy naprawić ten błąd; do zadań domowych doszło więc codzienne zbieranie jabłek w ogrodzie. Małe nie byłoby sobą, gdyby każdorazowo nie uwypuklało owego ewidentnego wyzysku. Nie dość, że musi chodzić do szkoły, nie dość, że musi się myć (czasem nawet włosy!), nie dość, że musi ścielić łóżko i sprzątać na biurku - to JESZCZE te jabłka!
Be nie cierpi jabłek: leżących, nadpsutych, które spadają, spaść zamierzają, jabłek, wokół których krążą osy/muchy/mrówki/bąki. Małemu jest ZA gorąco, robi się ZBYT zmęczony; jest też ZBYT młody na tę ciężką pracę.
Zgniłe jabłka to już w ogóle powód do depresji; na dodatek zły padre znalazł rozwiązanie i Be rozpadające się owoce ma zbierać w ogrodowych rękawicach. Ojacie!
Moja mistrzowska obojętność na gorzkie Be'żale i wymówki została dziś zdmuchnięta. Małe wbiegło do domu i zwycięsko rzekło:
- Wiecej jabłek nie zbiorę! Tamte, co zostały, są ZAKORZENIONE!
Be nie cierpi jabłek: leżących, nadpsutych, które spadają, spaść zamierzają, jabłek, wokół których krążą osy/muchy/mrówki/bąki. Małemu jest ZA gorąco, robi się ZBYT zmęczony; jest też ZBYT młody na tę ciężką pracę.
Zgniłe jabłka to już w ogóle powód do depresji; na dodatek zły padre znalazł rozwiązanie i Be rozpadające się owoce ma zbierać w ogrodowych rękawicach. Ojacie!
Moja mistrzowska obojętność na gorzkie Be'żale i wymówki została dziś zdmuchnięta. Małe wbiegło do domu i zwycięsko rzekło:
- Wiecej jabłek nie zbiorę! Tamte, co zostały, są ZAKORZENIONE!
30 sie 2012
Be niedożywione
- Jestem stanowczo niedożywiony! - Be protestuje znad talerza.
Się dziwię, bo ostatnio je za trzech.
- I nie myśl, że chodzi mi o jakieś tam kolacje czy obiady. - Ciągnie dalej. - Ja POTRZEBUJĘ jeść więcej słodyczy!!!
Się dziwię, bo ostatnio je za trzech.
- I nie myśl, że chodzi mi o jakieś tam kolacje czy obiady. - Ciągnie dalej. - Ja POTRZEBUJĘ jeść więcej słodyczy!!!
29 sie 2012
26 sie 2012
Klata
Gościmy pewną blogerkę, co to ma wątpliwość. Be, zafascynowane nową ciocią, dopuszcza ją do sekretów rodzinnych:
- Wiesz, mój tata ma bardzo fajną klatę.
Chwila refleksji i Be strzela:
- Ale podobno nie klata zdobi człowieka!
- Wiesz, mój tata ma bardzo fajną klatę.
Chwila refleksji i Be strzela:
- Ale podobno nie klata zdobi człowieka!
Subskrybuj:
Posty (Atom)