4 wrz 2012

Obo'wiązki

Be ma niewiele obowiązków. Próbujemy naprawić ten błąd; do zadań domowych doszło więc codzienne zbieranie jabłek w ogrodzie. Małe nie byłoby sobą, gdyby każdorazowo nie uwypuklało owego ewidentnego wyzysku. Nie dość, że musi chodzić do szkoły, nie dość, że musi się myć (czasem nawet włosy!), nie dość, że musi ścielić łóżko i sprzątać na biurku - to JESZCZE te jabłka!
Be nie cierpi jabłek: leżących, nadpsutych, które spadają, spaść zamierzają, jabłek, wokół których krążą osy/muchy/mrówki/bąki. Małemu jest ZA gorąco, robi się ZBYT zmęczony; jest też ZBYT młody na tę ciężką pracę.

Zgniłe jabłka to już w ogóle powód do depresji; na dodatek zły padre znalazł rozwiązanie i Be rozpadające się owoce ma zbierać w ogrodowych rękawicach. Ojacie!
Moja mistrzowska obojętność na gorzkie Be'żale i wymówki została dziś zdmuchnięta. Małe wbiegło do domu i zwycięsko rzekło:

- Wiecej jabłek nie zbiorę! Tamte, co zostały, są ZAKORZENIONE!

11 komentarzy:

Unknown pisze...

Każda wymówka jest dobra. A szkoła to też obowiązek

ewa pisze...

Znaczy będzie sad :)))

Anonimowy pisze...

jestem zachwycona małym Be.
naprawdę.
mały Be jak wiele małych literek powoduje raz po raz wybuchy śmiechu i rozczulenie.

mały Be powinien zobaczyć książkę "Dinotopia".

Gagacik pisze...

Spędziłam ostatnio Zorko całe popołudnie w towarzystwie MałegoBe, ale i tak największe wrażenie zrobił na mnie wykon utworu Hello.
Poza tym wierci się uroczo :)
Masz super synka. Myślę, że nie pozwala Wam się nudzić ;)
Pozdrawiam

inezka6 pisze...

biedne, udręczone dziecko... ;)

zorka pisze...

Gagacik, już się TAK nie wierci. :)
I zanosi się na to, że zamiast wielkim pianistą będzie miksującym diżejem. Stan na dziś. ;)

Dinotopia? Już guglam.

zorka pisze...

*didżejem ;)

Gagacik pisze...

:)
Ale i tak moja ulubiona notka, to ta o katafalku a'la solarium.
Wtedy umarłam :D
Jestem w Nim absolutnie zakochana. Jest tylko mały problem, zdecydowanie za stara ;)
MałeBe rządzi.
P.S. Stan na dziś, ale kto wie, z jakim pomysłem obudzi się rano :D

zorka pisze...

Tak, katafalk do dziś wspominamy. Jak również pisuary - panie, co to wszystkim pomagają w samolocie. :)

Nitrogliyceryna pisze...

Ile ja tu się naśmieję, a te pisuary <33.

Justyna

mysz. pisze...

Uwielbiam Pani obydwa blogi.
Skrajnie wbite w słowa emocje.
Identycznie choć paradoksalnie pozytywne finały opwieści.
I tu i tam człowiekowi świadomość nasiąka mnogością chwil,na którą nie zwrócił wcześniej uwagi.
Dziękuję.