27 gru 2012

Żółtko

Święta, święta i po świętach. Małe w skowronkach: ulubione menu, zawieszone na czas świąt, powróciło. Na śniadanie jajko na miękko. Be się rozczula:

- Kocham jajka. Jak dorosnę, wynajdę sok z żółtka i nazwę go "żółciak". Albo zwyczajnie: "żółć".

21 gru 2012

Telefon

Ja na uczelni, padre musi na chwilę wyjechać, Małe pouczone na okoliczność komu-drzwi-otwierania i w-razie-czego-pod-jaki-numer-dzwonienia.
Nie mija 5 minut, telefon od Be.

- Co się stało, syneczku? - ojciec z lekką zadyszką.

- Mogę zjeść ciastko?

15 gru 2012

Be dziękczynne

Małe, po sześciu godzinach pieczenia pierników (...tegorocznym hitem są gwiazdki z napisem "szeryf"), kończy dzień modlitwą:

- ...i, Panie Boże, dziękuję za to, że tata napisał piernika z błędem.

13 gru 2012

Członek rodziny

Tulimy się przed snem, rozmawiamy, śpiewamy.

- Mój ty członku rodziny... - nieopatrznie mówię.

Be przytomnieje:

- Nie jestem członkiem. Raczej pępkiem. Na członka rodziny jestem jeszcze za mały!

"Niesamowity aparat"

Oto opowiadanie, które Be napisało na lekcji i którym wygrało międzyszkolny konkurs literacki:

Kiedy skończyły się lekcje, poszliśmy do świetlicy. Ja leciałem jak torpeda, aby się zapisać na zajęcia komputerowe. Wszystko wskazywało na to, że będzie to zwyczajna lekcja w świetlicy. Ale na zajęciach komputerowych wszystko się zmieniło...
Gdy wszedłem do sali, zobaczyłem, że na biurku leży aparat. Nie był to zwyczajny aparat, tylko magiczny. Ale nie wiedziałem tego jeszcze, kiedy go włączałem. Była na nim masa przycisków i przełączników. Na początku nie wiedziałem co do czego służy, ale wiedziałem jak obsługuje się zwykły aparat. Jednak na tym aparacie wiedziałem do czego służą tylko dwa, z chyba tysiąca, przycisków.
Nagle przyszedł mi do głowy pomysł, aby nakręcić film o naszej szkole.
Zacząłem więc nagrywać.
Nagrałem naszą klasę i pełną dzieci świetlicę. Potem gabinet pani dyrektor, przy którym stał jakiś chłopak, jęcząc z powodu tego, że pani dyrektor skonfiskowała mu laser. Zwiedziłem także salę gimnastyczną, łazienkę, piwnicę i podwórko szkolne. Chciałem już skończyć nagrywać, więc wcisnąłem przycisk pauza, ale... Zamiast zatrzymać film, zatrzymałem czas! Wszyscy w szkole stali w bezruchu, jak na zdjęciach. Dzieci skaczące na trampolinie wisiały w powietrzu. Zrobiło mi się głupio.

- Po co ja brałem ten aparat?! - pomyślałem.

Nie wiedziałem, co mam zrobić. Przyszła mi do głowy myśl, aby go wyłączyć, ale zamiast wyłączyć aparat, wyłączyłem grawitację. Wszyscy polecieli w górę, a ja razem z nimi. Lecieliśmy tak i lecieliśmy, aż dolecieliśmy do kosmosu. Zobaczyłem naszą planetę oraz inne planety. Wędrowaliśmy tak przez Galaktykę, aż w oddali zauważyliśmy Czarną Dziurę! Wszystkich ogarnął strach. Próbowaliśmy się odpychać, ale Czarna Dziura nas przyciągała. Lecieliśmy coraz szybciej w jej stronę. Pierwsza zniknęła pani dyrektor. Potem pani Asia, pan ze świetlicy, pan Tomek od zajęć komputerowych, a na końcu my. Ja byłem ostatni, a obok mnie Hela. Chciałem ją odepchnąć, aby udało jej się uniknąć wciągnięcia. Ale nie udało się. Czarna Dziura pochłonęła mnie i Helę. Po wchłonięciu poczułem się jakbym był w niebie. Wszyscy ze szkoły już na mnie czekali. Pani Asia patrzyła i powiedziała ze smutkiem:

- To były czasy!

Wiedziałem, że już nigdy nie wrócimy na Ziemię.
Nagle pomyślałem, że skoro mam mój magiczny aparat, to mogłem jeszcze cofnąć wszystko, co zmajstrowałem w szkole. Wcisnąłem więc przycisk cofania i wszystko zostało odtworzone od tyłu. Czarna Dziura nas wypchnęła ponownie w kosmos i lecieliśmy w stronę Ziemi, aż udało sie nam na nią wrócić.
Cofnąłem się do tego momentu, kiedy w pracowni komputerowej zobaczyłem aparat. Od razu go wyrzuciłem, bo jeszcze ktoś inny mógłby go użyć, coś zepsuć i przez przypadek wykasować całą Ziemię.
Gdy wróciłem do domu, opowiedziałem rodzicom całą historię. Cieszyłem się, że wyrzuciłem ten aparat. To dobrze, że już nigdy nie zatrzymam czasu. No może jedynie na swoim zwykłym aparacie.

11 gru 2012

Dla babci Oleńki

Be wykombinowało właśnie imieninowe wierszyki:

BABCIA

Moja babcia bardzo lubi, gdy do niej przyjeżdżam,
kiedy słońce u niej świeci, na zjeżdżalni zjeżdżam.
Gdy jedziemy windą mówi: wnuczku, kocham ciebie!
Gdy całuje mnie w policzek - jestem w siódmym niebie.
A po lekcjach odrobionych daje mi cukierek.
Babcia myje również pięknie okna bez usterek.

GAPA

Moja babcia Gapę ma. Gapa to jest imię psa.
Gapa gryzie (lecz czasami, tylko gdy jesteśmy sami).
Teraz powiem według mnie, jak nazwała Gapa się:
kiedy babcia z pieskiem mknęła do swojego domu,
poszła ścieżką wprost na tramwaj (nie mówiąc nikomu).
Ale Gapa ów na gapę w tramwaju jechała,
Babunię to rozśmieszyło i tak ją nazwała.

10 gru 2012

Laureat


Małe Be wygrało MIĘDZYSZKOLNY konkurs literacki. Zajęło pierwsze miejsce opowiadaniem, które samo napisało na lekcji. Kategoria "Złota wyobraźnia" (najciekawsza treściowo praca). Duma i chwała.
Dziś jedziemy na oficjalne ogłoszenie wyników i wręczenie nagród. Be od rana jakoś tak uroczyście przechadza się po domu i raz po raz zagaja:

- Mamo, to dziś jedziemy do tamtej szkoły?

- Dziś.

- A pojedziemy autem, czy limuzyną?

- Autem. Dlaczego myślisz, że limuzyną? - rżę.

- Bo to ważna sprawa i tak by chyba należało.

9 gru 2012

Owocne rymy

Padre pracuje, więc i Be pracuje.
Padre wymyśla reklamy, Be - jak Padre.

Na zapracowanym laptopie Be'ojca ląduje kartonik po rajstopach. Małe przepisało z "Księgi spraw ważnych":

"Truskawki świeże niechaj każdy bieże!
Nigdy końca mody na leśne jagody.
Jabłko do jabłka, zbieże się siatka.
Śliwki węgierki słodsze niż cukierki."

- A te cztery ostatnie to już całkiem moje, tato:

"OWOCNE RYMY

Konfitury - na kolejne tury!
Drzemy i drzemki - przyda się na drzemki!
Ogórki - najlepsze dla córki!
Jesteś dziś chory - bież pomidory!"

...Na jutro przewiduję owocne dyktando. Żekłam.

Taśma

- Tato, NIE BĘDĘ jadł kanapki z taśmą.

- Z jaką taśmą?

- ...No, jak to się nazywa?

- Metka.

6 gru 2012

Suplement

- Wiem, że napisałem już list do świętego Mikołaja i że to, co powiem, jest niemożliwe, ale na Gwiazdkę chciałbym jednak dostać... WSZYSTKO!!!

5 gru 2012

Szczęśliwa komórka

Poranek w łóżku. Be chore, w rumieńcach i skowronkach (nie idzie do szkoły). Strumień świadomości z prędkością światła. Łapię w locie:

- ...Ale są też plusy tego chorowania. Możecie być szczęśliwsi!

- Hm?

- No bo nie mam tyle energii co zwykle i np. spokojnie chodzę po schodach. Jest niewysokie prawdopodobieństwo, że zrobię sobie krzywdę.

- A tak w ogóle chciałbym mieć już dzieci. I sam je sobie urodzić.
...To niesprawiedliwe. Dlaczego nie mam komórki jajowej, mamo?!

- No nie masz, tak to już jest. - Nie postarałam się, wiem. Ósma rano.

- A mógłbym mieć komórkę? Samą komórkę? To JEST możliwe.

Manipulant jeden.


4 gru 2012

Liścik

Między Heleną a Be nieustająca wymiana korespondencji na lekcjach. Małe zbiera sporo uwag właśnie z tego powodu. Upominam więc, apeluję, namawiam, szantażuję.
Wczoraj odebrałam Be ze szkoły wraz z kolejnym samolocikiem skonfiskowanym przez Panią. Wrzuciłam list do torby, zrobiłam groźną minę i ruszyliśmy w ciąg dalszy.
Dziś rano wygładzam kartkę i czytam:

"Hela! Listy jednak na przerwie, bo pani nie będzie zadowolona."

Jest postęp. Niejaki.

2 gru 2012

Krakowiaczki

Prewencyjnie zerkam do odrobionych lekcji. Matematyka, ćwiczenia "Nowe Już w szkole", klasa 3, część druga, strona 10, ćwicz.1.
"Ułóż treść zadania do ilustracji. Zapisz pytanie i obliczenie."

Widzę trzy wirujące kółeczka trzymających się za ręce dzieci. W każdym kółeczku sześć pociech, nie wiedzieć czemu, w ludowych strojach krakowskich. Pogodne minki, łopoczące kokardki, sterczące piórka. Poniżej odpowiedzi Be:

Obliczenie:
3x6=18

Pytanie:
Ile staromodnych głupków się kręciło?