Widelec Be snuje się po talerzu. Broda wsparta nadgarstkiem.
- Te ziemniaki są jakieś dziwne. Coś mi w nich nie pasuje.
- No co ty, smaczne są, z boczkiem, majerankiem, jedz.
Minuta ciszy. Rzadkość.
Po chwili, z wolna i uroczyście, Be wygłasza orędzie:
- Mamo, to nie jest PRL. Teraz już można przedstawiać swoje zdanie.
(Oto co się dzieje, gdy kupi się książkę o niewinnym tytule "Zielone pomarańcze czyli PRL dla dzieci")
7 komentarzy:
MA chłopak rację :D
Mam tylko nadzieję, że w szkole tych mądrości nie zaprezentuje. Choć, z drugiej strony, panią ma nad wyraz wyrozumiałą. :)
Co racja, to racja:)
jaki bystry :))))
Zapraszam do zabawy Liebster Avard Blog:-)
Nominacja na moim blogu:
inmyironicworld.blogspot.com
Pozdrawiam:-)
Dziękuję, odpisałam na Twoim blogu.
Ups :D
I co mama na to? Szczena jej nie opadła? :D
Prześlij komentarz