3 paź 2012

Jestę listkię

Małe Be zamknęło się dziś w pokoju na cały wieczór. Po czasie, dumne i podejrzanie milczące, wyrosło przy naszej kanapie. Uroczyście trzymając zeszyt od polskiego zapytało:

- Mogę wam przeczytać swoje opowiadanie o listku?

No to jedziemy (pisownia oryginalna):

"Mojego pierwszego dnia na drzewie byłem sam. Zupełnie sam. Nie miałem przyjaciół, bo inni jeszcze nie wyrośli. Zobaczyłem jednak, że koło mnie wisiał inny listek. Gdy dobrze się poznaliśmy, zobaczyliśmy, że na innych drzewach również wisi masa listków. Pomyślałem: "hmmm... może my też będziemy mieli tyle kolegów!". Z upływem czasu było nas coraz więcej. Wszyscy chcieli zostać na drzewie. Ja rownież. Było mi tam wesoło. Jednak po pięciu dniach zrobiło się trochę nudno. Moi koledzy ciągle gadali o tym samym. A ja? Ja tylko wisiałem. Mój najlepszy kolega (ten, którego poznałem pierwszego) zapytał mnie, o co chodzi, a ja mu powiedziałem. Gdy spytał mnie, dlaczego, nie odpowiedziałem. Po dwóch miesiącach nastała jesień. Kolega znowu spytał mnie dlaczego. Nie mogłem wytrzymać i mu to powiedziałem. Powiedziałem mu, że chcę się wybrać poza drzewo. W tym samym momencie zawiał silny wiatr. Inne listki trzymały się bardzo mocno, ale ja byłem ciekawy, co się dzieje poza naszym drzewem i pomimo protestów listków... puściłem się. Najpierw trochę się bałem, ale po minucie okazało się, że to "podróżowanie" było całkiem fajne. Widziałem cały mój dom. Okazało się, że przez cały czas wisiałem na dębie w parku. Gdy przeleciałem nad parkiem, zobaczyłem coś jeszcze lepszego! Ujrzalem Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, potem zobaczyłem muzeum powstania Warszawskiego, masę bloków i domów. Widziałem też basen, gdzie dzieci ćwiczyły skoki. Byłem ciekawy, co się tam dzieje i czym prędzej zleciałem na dół. Kiedy na basen wchodziła jakaś pani, wsunołem się razem z nią. Nagle w pobliżu kasy zobaczyłem chłopca. Zobaczył mnie, i zaczoł mną szurać i kopać. Bardzo mnie to bolało, ale tym sposobem doprowadził mnie do szatni. W szatni - jak to w szatni: są szafki, przebieralnie..., no i prysznice. Nie cierpiałem prysznicy, ale to była moja jedyna droga na basen. Próbowałem się nie zamoczyć, ale mi się to nie udało. Po wejściu na basen byłem przemoczony do suchej nitki. Gdy wszedłem na basen i zobaczyłem, że dzieci jóż nie było, próbowałem wydostać się teraz z basenu. Tylko, że nie wiedziałem którędy. I nagle przyszła mi do głowy świetna myśl! A pomysł miałem taki, że wydostanę się przez otwarte okno. Tylko że nie było otwartego okna, więc spróbowałem jakoś wrócić do punktu wyjścia. Okazało się, że droga była dwa razy trudniejsza, bo dzieci właśnie się przebierały. Starałem się tak manewrować, żeby nikt mnie nie nadepnoł aż tu nagle - jak na złość - znów zjawił się ten chłopoak! Kopał mnie tak długo, że dokopał mnie aż do ubikajcji, która jest tak daleko od punktu wyjścia jak trzy razy tyle jak od klasy do basenu. No i miałem przedłużoną drogę. Kiedy w końcu doszedłem do drzwi, wiatr zaczoł wiać dla odmiany w drugą stronę i porwał mnie. Tym razem wiatr był tak porywisty, że poszybowałem w górę. Leciałem coraz wyżej i wyżej. Wszystkie bloki i domy stawały się coraz mniejsze. Wreszcie doleciałem tak wysoko, gdzie latają samoloty, i przypadkowo jeden z samolotów zabrał mnie na swoim skrzydle. Siedziałem sobie na skrzydle i nie wiedziałem gdzie polecę. Może do Francji? Albo do Chorwacji? Nagle jakaś klapka w skszydle się otworzyła, i wpadłem do środka. Zobaczyłem tam masę procesorów i trybikow. Starałem się niczego nie uszkodzić. Po długiej wędrówce przez skrzydło samolotu przebiłem się między wentylatory, przeszedłem las kabli, przecisnołem się przez wywietrznik, i okazało się, że dotarłem do wnętrza pokładu samolotowego. Nie wiedziałem, gdzie się znajduję, ale było tam fajnie. Była masa foteli i ludzi w nich siedzących. Jednak ta cała podróż była męcząca. Aż tu nagle... usłyszałem znajomy szelest. No tak! To był mój najlepszy przyjaciel. Poleciał mnie szukać, a ja nawet o tym nie wiedziałem! Wleciał do samolotu jeszcze przed uruchomieniem, ale nie wiedział, gdzie jest wyjście. Ja mu przy tym pomogłem. Znów znaleźliśmy się na skrzydle. Trochę bałem się skoczyć, ale w końcu byłem liściem, a takie liście jak ja umieją wolno opadać, a więc skoczyliśmy razem w dwójkę. Tak się fajnie złożyło, że spadlismy na ścieżkę naszego parku. A inne listki? One też jóż leżały na ścieżce. Wszyscy byliśmy szcześliwi że możemy znowu być razem. I tak zaczeliśmy nowe życie.
KONIEC!"

20 komentarzy:

ewa pisze...

Z tymi jabłkami to jednak prawda. Niedaleko padają :) Co by nie mówić, to JÓŻ mały literat :) Jaka narracja, jaka akcja. I ta wielowątkowość ! CUDNIE :)
A orygimlna pisownia ? No czego się czepiasz ? Przecież Francja i Chorwacja napisana została z wielkiej litery :)

zorka pisze...

Mnie jego interpunkcja wruszyła. Nie wiedzialam, że jest taki gen. Ale musialam przekazać, bo, skubany, przecina - poprawnie - na prawo i lewo. I, zapewne tam samo jak ja, nie wie dlaczego.

Aniaha pisze...

no, odpępnienie jak nic, matka

i pocwiczyć czas przeszły dokonany l. poj (wsunąłem, zdjął)
dla mnie 5

~M pisze...

Ale świetne opowiadanie ;)

edrache pisze...

Niesamowita historia! Tak bardzo mi się podoba, że aż musiałem skomentować :)

anKa pisze...

Opowiadanie niezwykle ciekawe i bogate pod względem stylistycznym... Be ma bardzo bujną wyobraźnię, a to z pewnością plus... fakt, jest trochę błędów, jednak spójność i sens wypracowania skutecznie je niwelują.

W której On jest klasie?

Według mnie bardzo dobre wypracowanie!:) (a troszkę się na tym znam...)

zorka pisze...

Be, lat 8 (za chwilę 9), od września w III klasie.

Edrache, to chyba twój pierwszy komentarz. :)

Amelia pisze...

Swietna historia, "las kabli"- okreslenie godne poety:-)

Anonimowy pisze...

Piękne opowiadanie :-)
A gramatyka i ortografia? Jest 'umieją'!!!!! Niewiarygodne ;-)
Gratuluję i pozdrawiam
A

Anonimowy pisze...

Fantastyczne. Brak mi słów, jakem polonistka. I błędów nie tak wiele, jak na ten wiek, interpunkcja zniewalająca.
Zorko, muszę Ci to opowiedzieć. Miałam sen. Pracuję na filologii, tymczasem we śnie zlecono mi wykład z psychologii. Pytam się zatem, gdzie ja się mam tego nauczyć, a oni mi na to, że z zeszłym roku ten wykład prowadziła Zorka i mam do niej napisać maila. No to piszę;))

Plazma pisze...

Niesamowite i wspaniałe! :-)

Gagacik pisze...

Piękne :) Jaką On ma niesamowitą wyobraźnię. Ja się wzruszyłam :)

Nitrogliyceryna pisze...

Jestem w szoku, nie dowierzałam, że taki dzieciak to napisał. Kilka błędów jest, ale opowiadanie było niesamowite. Twoje geny Zorka, najlepsze:D. Nie wiem co Ty masz w tym kodzie genetycznym, ale musi to być dobry kod:D

Justyna

Anonimowy pisze...

Piekne opowiadanie, swietnie sie czyta. Oj bedzie z niego pisarz, a wlasciwie juz jest :)
To opowiadanie nadaje sie do ksiazki dla dzieci! :))

Anonimowy pisze...

Wzruszyłam się zakończeniem. Dla dorosłego jesień jest znakiem końca czegoś, dla dziecka - nowym życiem. Cudowne!

Kropka pisze...

Ale wyobraźnia. Wow.

A ja zawsze miałam problem z wymyślaniem historii i cierpiałam każdego września, gdy trzeba było coś wyczarować o wakacjach.

A tu proszę, leci jakoś tak samo, łatwo, przyjemnie... Genialnie!

oceanofstupidity pisze...

Szczery podziw. Nie wiem czy potrafiłbym sam stworzyć takie opowiadanie.

Gohaa pisze...

Kurczę, naprawdę wciągające to opowiadanie:)

Miśka pisze...

Witaj! Znalazłam Cię u Ewy...podczytuje archiwum i ...musiałam skomentować - z przykrością stwierdzam,że moja 15 letnia córka (dziś urodziny) nie napisałaby piękniej! Dumna bądź;)

Anonimowy pisze...

Witam,
Bardzo wzruszające opowiadanie, mądre- widać że małe Be ma wspaniałą wyobraźnię i wie o co chodzi w życiu,
gratuluję niezwykłego dziecka :)
pozdrawiam
Rumia