Be nadaje w aucie:
- A w świetlicy jest taka pani, która czasem rymuje. Wczoraj powiedziała: "Powiem na zebraniu o waszym zachowaniu." Była kupa śmiechu.
- Znam ją?
- Ona ma taki ochrypnięty głos. Kiedyś ją spytałem dlaczego i pani odpwiedziała, że to dlatego, że musi na nas tyle krzyczeć. Mamo, jakby nie krzyczała, to by nie chrypiała, proste!
- I się rymuje nawet.
14 lut 2013
6 lut 2013
Sesja
Marudzę padre w sprawie sesji. Od kilku tygodni siedzę z nosem w książkach i próbuję ogarnąć siedem egzaminów. Z dwubiegunowym skutkiem.
Wcina się Be:
- Mamo, a masz chociaż jakąś piątkę z tych swoich egzaminów?
- Mam, na przykład z psychologii klinicznej.
- A dwóję?
- No niestety od wczoraj też, z psychopatologii. - wyznaję ze skruchą.
Be na mentorskiej nucie:
- Zezygnuj, to za trudne dla ciebie, nie możesz się tak męczyć. Studiuj sobie tylko tę spychologię.
Wcina się Be:
- Mamo, a masz chociaż jakąś piątkę z tych swoich egzaminów?
- Mam, na przykład z psychologii klinicznej.
- A dwóję?
- No niestety od wczoraj też, z psychopatologii. - wyznaję ze skruchą.
Be na mentorskiej nucie:
- Zezygnuj, to za trudne dla ciebie, nie możesz się tak męczyć. Studiuj sobie tylko tę spychologię.
3 lut 2013
Stefany
- MAMA!
Gram na zwłokę, nie słyszę; egzamin z psychopatologii mnie pokonał. Na kolanach "Wysokie Obcasy", obok zielona herbata. Chwilo, trwaj!
- MAMA!!! - Be swoje. - A TY WIESZ, ŻE SĄ RÓŻNE STEFANY?
I już czuję, że po mnie. Już widzę siebie idącą na górę, by rozprawić się ze Stefanami.
- MAMA!!!
- Co?
- NO STEFANY! Z PRZESZŁOŚCI!
Gazeta na bok, kierunek: pokój Be.
- Jakie Stefany? - pytam.
- No różne, na przykład Czarnieckie! - Be z nosem w książce. - Myślałem, że był tylko jeden: Stefcio Batory (...pamiętacie, kim był Batory? Be twierdzi, że to nie patron, a prezes jego szkoły). - A jeszcze ci powiem, mamo, że Stefany są NIE TYLKO z przeszłości. Przylatują też do karmnika!
- Dziecko, co ty mówisz; jak do karmnika?
- No w klasie, na parapecie.
Rżę.
- Oj, mamo, jak ty nic nie rozumiesz! My w klasie mówimy na gołębie "stefany", bo przylatują do szkoły Batorego.
...Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji.
Dobranoc. :)
Gram na zwłokę, nie słyszę; egzamin z psychopatologii mnie pokonał. Na kolanach "Wysokie Obcasy", obok zielona herbata. Chwilo, trwaj!
- MAMA!!! - Be swoje. - A TY WIESZ, ŻE SĄ RÓŻNE STEFANY?
I już czuję, że po mnie. Już widzę siebie idącą na górę, by rozprawić się ze Stefanami.
- MAMA!!!
- Co?
- NO STEFANY! Z PRZESZŁOŚCI!
Gazeta na bok, kierunek: pokój Be.
- Jakie Stefany? - pytam.
- No różne, na przykład Czarnieckie! - Be z nosem w książce. - Myślałem, że był tylko jeden: Stefcio Batory (...pamiętacie, kim był Batory? Be twierdzi, że to nie patron, a prezes jego szkoły). - A jeszcze ci powiem, mamo, że Stefany są NIE TYLKO z przeszłości. Przylatują też do karmnika!
- Dziecko, co ty mówisz; jak do karmnika?
- No w klasie, na parapecie.
Rżę.
- Oj, mamo, jak ty nic nie rozumiesz! My w klasie mówimy na gołębie "stefany", bo przylatują do szkoły Batorego.
...Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji.
Dobranoc. :)
28 sty 2013
Lody
- Wiesz, mamo - Be od dziesięciu minut puentuje dzień spod kołdry - dzisiaj na basenie było tak fajnie! Zdążyliśmy pozjeżdżać na wszystkich zjeżdżalniach. I były na miejscu nawet takie lody z małych kulek i ja chciałem wziąć sobie o smaku gumy balonowej, a tata widział te lody ostatnim razem i nawet zabrał 5 zł, bo je się kupuje już na basenie, jak się jest w gatkach.
- I ile kosztują takie lody? - przedzieram się przez słowotok.
- Mała porcja 6 zł, duża 12. No i tatuś uderzył się w głowę, powiedział "o cholera!" i pobiegł do szatni po złotowkę. Było super!
- I ile kosztują takie lody? - przedzieram się przez słowotok.
- Mała porcja 6 zł, duża 12. No i tatuś uderzył się w głowę, powiedział "o cholera!" i pobiegł do szatni po złotowkę. Było super!
26 sty 2013
Wierszyk o grzecznym chłopcu
Wypłynęło podczas porządków w pokoju Be:
"Wierszyk o grzecznym chłopcu"
Bartek Kalosz się nazywam, nie obwiniam, nie przezywam.
Nie gram w żadne pokemony, bo świat ma aż 4 strony.
Czytam książkę o kosmosie, a kupiłem ją w Selgrosie.
Dzisiaj pierwszy rozdział kończę, w pół do usmej czytać kończę.
A co robię dziś wieczorem? Wszystkim opowiem z humorem:
rozdział 1 "CO ROBIĘ WIECZOREM"
Gdy się skończy wieczorynka,
Gra mi w głowie katarynka
I już pędzę jak torpeda
Gdzie łazienka jest na medal.
Wpuszczam wodę (dziś bez czek-a),
Bo kąpiułka na mnie czeka.
Więc wskakuję do wanny
I tam jestem kąpan(n)y.
Mydło, szczotka poszły w ruch
I nie było żadnych much.
Woda ciepła jak w wulkanie
(Aż się boję co się stanie).
Tak więc szybko wycieram się,
Tak mi zimno, że o ja cie!
Wkładam szlafrok i piżamę,
I idę CAŁOWAĆ MAMĘ!
[rozdział 2 i 3 - w toku]
"Wierszyk o grzecznym chłopcu"
Bartek Kalosz się nazywam, nie obwiniam, nie przezywam.
Nie gram w żadne pokemony, bo świat ma aż 4 strony.
Czytam książkę o kosmosie, a kupiłem ją w Selgrosie.
Dzisiaj pierwszy rozdział kończę, w pół do usmej czytać kończę.
A co robię dziś wieczorem? Wszystkim opowiem z humorem:
rozdział 1 "CO ROBIĘ WIECZOREM"
Gdy się skończy wieczorynka,
Gra mi w głowie katarynka
I już pędzę jak torpeda
Gdzie łazienka jest na medal.
Wpuszczam wodę (dziś bez czek-a),
Bo kąpiułka na mnie czeka.
Więc wskakuję do wanny
I tam jestem kąpan(n)y.
Mydło, szczotka poszły w ruch
I nie było żadnych much.
Woda ciepła jak w wulkanie
(Aż się boję co się stanie).
Tak więc szybko wycieram się,
Tak mi zimno, że o ja cie!
Wkładam szlafrok i piżamę,
I idę CAŁOWAĆ MAMĘ!
[rozdział 2 i 3 - w toku]
25 sty 2013
Detektyw
Małe krzyczy ze swojego pokoju. Drzwi zamknięte, pokój na górze:
- TAAATAAA! JAK SIĘ NAZYWA DETEKTYW, KTÓRY IDZIE PO ŚLADACH?
- Śledczy? - strzela padre.
- POŚLADEK!
- TAAATAAA! JAK SIĘ NAZYWA DETEKTYW, KTÓRY IDZIE PO ŚLADACH?
- Śledczy? - strzela padre.
- POŚLADEK!
Zezia, Giler i alkohol
- Czytałeś tę książkę, którą ci dałam na drogę? - pytam Be po powrocie z ferii.
- Eee, jaką?
- "Zezia i Giler".
- Nie było jakoś czasu, ale fajne liściki zostawiłaś mi w środku. Zezia, Zezia... - a kto to w ogóle napisał? [Co za ton! - myślę sobie.]
- Agnieszka Chylińska.
- Zaraz, zaraz, ja to już gdzieś słyszałem.
- Masz płytę Chylińskiej: na okładce pani w mokrych włosach, cd z nadrukowanym tatuażem.
- No co ty!!! Ta alkoholiczka napisała książkę dla dzieci?! Dobrze, że nie czytałem.
- Słucham?! Dlaczego mówisz, że to alkoholiczka?
- No bo ona gra dyskotekową muzę, a wszyscy dyskotekowcy to alkoholicy.
Głęboki oddech. Może od tej strony:
- A kto to, twoim zdaniem, jest alkoholik? - pytam.
- To proste: ten, co pije alkohol.
- Eee, jaką?
- "Zezia i Giler".
- Nie było jakoś czasu, ale fajne liściki zostawiłaś mi w środku. Zezia, Zezia... - a kto to w ogóle napisał? [Co za ton! - myślę sobie.]
- Agnieszka Chylińska.
- Zaraz, zaraz, ja to już gdzieś słyszałem.
- Masz płytę Chylińskiej: na okładce pani w mokrych włosach, cd z nadrukowanym tatuażem.
- No co ty!!! Ta alkoholiczka napisała książkę dla dzieci?! Dobrze, że nie czytałem.
- Słucham?! Dlaczego mówisz, że to alkoholiczka?
- No bo ona gra dyskotekową muzę, a wszyscy dyskotekowcy to alkoholicy.
Głęboki oddech. Może od tej strony:
- A kto to, twoim zdaniem, jest alkoholik? - pytam.
- To proste: ten, co pije alkohol.
24 sty 2013
Łyżka w zupie
Be eksmitowane na zewnątrz. Cierpiące bardzo, bo zamiast grać na konsoli, oglądać Artura, co ratuje święta, czy kolejne odcinki "Pory na przygodę", ma ulepić bałwana. Lub zrobić z sobą cokolwiek. Śnieg zdecydowanie po stronie Be - w ogóle się nie klei. Stoi więc dziecię na dworze, sznurek od sanek smętnie zwisa z piąstki. Biedne dziecko; matka wygonili na ziąb.
Zerkam ukradkiem zza książki - małe drepce robiąc coraz śmielsze zawijasy, jest nadzieja. W końcu znika z pola widzenia; wgryzam się więc w "Psychologię Kliniczną". Po chwili łomot w szybę:
- Mamo, mamo, przyjdź koniecznie! Chcesz się poczuć jak łyżka w zupie?
I znów przegrałam. Za to przez godzinę poczułam się nie tylko jak łyżka w zupie (łyżką można poczuć się na zakręconej i ośnieżonej huśtawce); poczułam się jak Be. Było fantastycznie!
Zerkam ukradkiem zza książki - małe drepce robiąc coraz śmielsze zawijasy, jest nadzieja. W końcu znika z pola widzenia; wgryzam się więc w "Psychologię Kliniczną". Po chwili łomot w szybę:
- Mamo, mamo, przyjdź koniecznie! Chcesz się poczuć jak łyżka w zupie?
I znów przegrałam. Za to przez godzinę poczułam się nie tylko jak łyżka w zupie (łyżką można poczuć się na zakręconej i ośnieżonej huśtawce); poczułam się jak Be. Było fantastycznie!
23 sty 2013
Sieć
Małe uroczyście spogląda na iPada, na mnie i oświadcza:
- Wymyśliłem nowe przysłowie:
"Gdy chcesz rozum mieć - nie zaplącz się w sieć."
- Wymyśliłem nowe przysłowie:
"Gdy chcesz rozum mieć - nie zaplącz się w sieć."
Dzień Dziadka
Be skomponowało wczoraj:
"Dziadku, dziadku mój kochany,
co to był dwa razy prany,
miły jesteś (lecz przeważnie nie widać tego po tobie wyraźnie).
Naprawiasz mi rzeczy różne
również gry podróżne.
Acha, brakuje tego:
Wszystkiego najlepszego!
"Dziadku, dziadku mój kochany,
co to był dwa razy prany,
miły jesteś (lecz przeważnie nie widać tego po tobie wyraźnie).
Naprawiasz mi rzeczy różne
również gry podróżne.
Acha, brakuje tego:
Wszystkiego najlepszego!
21 sty 2013
Dzień babci
Wierszyk dla babci, która jedzie do sanatorium:
"Babciu, babciu ma kochana, co uśmiechasz się od rana.
Życzę tobie szczęścia dużo (również tego przed podróżą).
Po wyprawie powiem "hejka", teraz dam ci portret Jake-a [tu następuje portret Jake'a]
To pies z "Pory na przygodę". Teraz błaga tu o wodę.
Kiedy tulę się do ciebie, czuję się jak w SIÓDMYM NIEBIE!
Jóż 59 lat, JESTEŚ STARA JAK ŚWIAT!
Jesteś miła i, czasami, dokarmiasz mnie słodyczami.
A więc skoro miejsca BRAK, to uszyję tobie frak.
Miejsca trochę mało, jóż się powiedziało.
A że z rymu 5-tki nie mam
To ci mówię: DO WIDZENIA!
DUŻO GOŚCI I SŁODYCZY
TEGO BE Z MAMĄ ŻYCZY!"
"Babciu, babciu ma kochana, co uśmiechasz się od rana.
Życzę tobie szczęścia dużo (również tego przed podróżą).
Po wyprawie powiem "hejka", teraz dam ci portret Jake-a [tu następuje portret Jake'a]
To pies z "Pory na przygodę". Teraz błaga tu o wodę.
Kiedy tulę się do ciebie, czuję się jak w SIÓDMYM NIEBIE!
Jóż 59 lat, JESTEŚ STARA JAK ŚWIAT!
Jesteś miła i, czasami, dokarmiasz mnie słodyczami.
A więc skoro miejsca BRAK, to uszyję tobie frak.
Miejsca trochę mało, jóż się powiedziało.
A że z rymu 5-tki nie mam
To ci mówię: DO WIDZENIA!
DUŻO GOŚCI I SŁODYCZY
TEGO BE Z MAMĄ ŻYCZY!"
7 sty 2013
Ja. Uwielbiam ją.
Wychodzimy ze szkoły muzycznej. Be całe w skowronkach: lekcje z głowy, drożdżówka w łapce, słowotok w toku z przerwami na festiwal piosenki doraźnej. Przed Państwem oda do drożdżówki:
"Ja. Uwielbiam ją. Ona tu jest. I mięknie dla mnie. Bo. Dobrze to wie. Pogryzę ją. I w brzuchu schowam na dnie. O-o-o-o!"
"Ja. Uwielbiam ją. Ona tu jest. I mięknie dla mnie. Bo. Dobrze to wie. Pogryzę ją. I w brzuchu schowam na dnie. O-o-o-o!"
Woda toaletowa
W ramach czynności zastępczych (powinnam pisać/czytać/zakuwać - sesja tuż tuż) poczułam przeogromną chęć nabycia nowych perfum; przeglądam więc ofertę w internetach. Sprawa nie cierpiąca zwłoki, wiadomo. Be - jako że wdało się w matkę - zamiast zasiadać do lekcji, natychmiast podłącza się do akcji.
Patrzymy: woda toaletowa taka a taka, cena, mililitry, zdjęcie. Nagle Be otwiera zdziwioną paszczę i pyta:
- Mamo, ty, ty, ty... Będziesz teraz pachnieć jak woda do toalet?
Patrzymy: woda toaletowa taka a taka, cena, mililitry, zdjęcie. Nagle Be otwiera zdziwioną paszczę i pyta:
- Mamo, ty, ty, ty... Będziesz teraz pachnieć jak woda do toalet?
Pogadanki
Mieliśmy ostatnio kilka pogadanek na temat kłamstw (typ light: "umyłem zęby", "na konsoli tylko 10 minut", "nic nie ma z angielskiego"). W Be budzi się wieczorna refleksja. Bez sakrazmu:
- To, co potem mi mówicie, jest takie długie, że nic nie pamiętam i prawie zasypiam. Czy moglibyście to następnym razem jakoś streścić?
- To, co potem mi mówicie, jest takie długie, że nic nie pamiętam i prawie zasypiam. Czy moglibyście to następnym razem jakoś streścić?
6 sty 2013
2 sty 2013
Szuja
- Dziś był dobry dzień, mamo. Co prawda dostałem małą uwagę, ale niesprawiedliwą. Za liścik do Zuzy. A liścik pisałem zgodnie z umową, na przerwie, i dałem też na przerwie. A Zuza, obrażona, zaniosła go pani.
- A co było w tym liściku? - pytam.
- Nic takiego, jedno słowo: "szuja".
- Szuja?! Dlaczego tak nazwałeś Zuzię?
- Dlatego, że oszukiwała, bo zrobiła pięć kroków, a nie trzy, poza tym to nie jest brzydkie słowo - tata mi powiedział, że to słowo obraźliwe.
- A co było w tym liściku? - pytam.
- Nic takiego, jedno słowo: "szuja".
- Szuja?! Dlaczego tak nazwałeś Zuzię?
- Dlatego, że oszukiwała, bo zrobiła pięć kroków, a nie trzy, poza tym to nie jest brzydkie słowo - tata mi powiedział, że to słowo obraźliwe.
Móc
Obiad, faza schyłkowa. Be grzecznie i na cały regulator (matka poza zasięgiem) pyta:
- MAMOOO, A MOGĘ JUŻ NIE MÓC?
- MAMOOO, A MOGĘ JUŻ NIE MÓC?
27 gru 2012
Żółtko
Święta, święta i po świętach. Małe w skowronkach: ulubione menu, zawieszone na czas świąt, powróciło. Na śniadanie jajko na miękko. Be się rozczula:
- Kocham jajka. Jak dorosnę, wynajdę sok z żółtka i nazwę go "żółciak". Albo zwyczajnie: "żółć".
- Kocham jajka. Jak dorosnę, wynajdę sok z żółtka i nazwę go "żółciak". Albo zwyczajnie: "żółć".
21 gru 2012
Telefon
Ja na uczelni, padre musi na chwilę wyjechać, Małe pouczone na okoliczność komu-drzwi-otwierania i w-razie-czego-pod-jaki-numer-dzwonienia.
Nie mija 5 minut, telefon od Be.
- Co się stało, syneczku? - ojciec z lekką zadyszką.
- Mogę zjeść ciastko?
Nie mija 5 minut, telefon od Be.
- Co się stało, syneczku? - ojciec z lekką zadyszką.
- Mogę zjeść ciastko?
15 gru 2012
Be dziękczynne
Małe, po sześciu godzinach pieczenia pierników (...tegorocznym hitem są gwiazdki z napisem "szeryf"), kończy dzień modlitwą:
- ...i, Panie Boże, dziękuję za to, że tata napisał piernika z błędem.
- ...i, Panie Boże, dziękuję za to, że tata napisał piernika z błędem.
13 gru 2012
Członek rodziny
Tulimy się przed snem, rozmawiamy, śpiewamy.
- Mój ty członku rodziny... - nieopatrznie mówię.
Be przytomnieje:
- Nie jestem członkiem. Raczej pępkiem. Na członka rodziny jestem jeszcze za mały!
- Mój ty członku rodziny... - nieopatrznie mówię.
Be przytomnieje:
- Nie jestem członkiem. Raczej pępkiem. Na członka rodziny jestem jeszcze za mały!
"Niesamowity aparat"
Oto opowiadanie, które Be napisało na lekcji i którym wygrało międzyszkolny konkurs literacki:
Kiedy skończyły się lekcje, poszliśmy do świetlicy. Ja leciałem jak torpeda, aby się zapisać na zajęcia komputerowe. Wszystko wskazywało na to, że będzie to zwyczajna lekcja w świetlicy. Ale na zajęciach komputerowych wszystko się zmieniło...
Gdy wszedłem do sali, zobaczyłem, że na biurku leży aparat. Nie był to zwyczajny aparat, tylko magiczny. Ale nie wiedziałem tego jeszcze, kiedy go włączałem. Była na nim masa przycisków i przełączników. Na początku nie wiedziałem co do czego służy, ale wiedziałem jak obsługuje się zwykły aparat. Jednak na tym aparacie wiedziałem do czego służą tylko dwa, z chyba tysiąca, przycisków.
Nagle przyszedł mi do głowy pomysł, aby nakręcić film o naszej szkole.
Zacząłem więc nagrywać.
Nagrałem naszą klasę i pełną dzieci świetlicę. Potem gabinet pani dyrektor, przy którym stał jakiś chłopak, jęcząc z powodu tego, że pani dyrektor skonfiskowała mu laser. Zwiedziłem także salę gimnastyczną, łazienkę, piwnicę i podwórko szkolne. Chciałem już skończyć nagrywać, więc wcisnąłem przycisk pauza, ale... Zamiast zatrzymać film, zatrzymałem czas! Wszyscy w szkole stali w bezruchu, jak na zdjęciach. Dzieci skaczące na trampolinie wisiały w powietrzu. Zrobiło mi się głupio.
- Po co ja brałem ten aparat?! - pomyślałem.
Nie wiedziałem, co mam zrobić. Przyszła mi do głowy myśl, aby go wyłączyć, ale zamiast wyłączyć aparat, wyłączyłem grawitację. Wszyscy polecieli w górę, a ja razem z nimi. Lecieliśmy tak i lecieliśmy, aż dolecieliśmy do kosmosu. Zobaczyłem naszą planetę oraz inne planety. Wędrowaliśmy tak przez Galaktykę, aż w oddali zauważyliśmy Czarną Dziurę! Wszystkich ogarnął strach. Próbowaliśmy się odpychać, ale Czarna Dziura nas przyciągała. Lecieliśmy coraz szybciej w jej stronę. Pierwsza zniknęła pani dyrektor. Potem pani Asia, pan ze świetlicy, pan Tomek od zajęć komputerowych, a na końcu my. Ja byłem ostatni, a obok mnie Hela. Chciałem ją odepchnąć, aby udało jej się uniknąć wciągnięcia. Ale nie udało się. Czarna Dziura pochłonęła mnie i Helę. Po wchłonięciu poczułem się jakbym był w niebie. Wszyscy ze szkoły już na mnie czekali. Pani Asia patrzyła i powiedziała ze smutkiem:
- To były czasy!
Wiedziałem, że już nigdy nie wrócimy na Ziemię.
Nagle pomyślałem, że skoro mam mój magiczny aparat, to mogłem jeszcze cofnąć wszystko, co zmajstrowałem w szkole. Wcisnąłem więc przycisk cofania i wszystko zostało odtworzone od tyłu. Czarna Dziura nas wypchnęła ponownie w kosmos i lecieliśmy w stronę Ziemi, aż udało sie nam na nią wrócić.
Cofnąłem się do tego momentu, kiedy w pracowni komputerowej zobaczyłem aparat. Od razu go wyrzuciłem, bo jeszcze ktoś inny mógłby go użyć, coś zepsuć i przez przypadek wykasować całą Ziemię.
Gdy wróciłem do domu, opowiedziałem rodzicom całą historię. Cieszyłem się, że wyrzuciłem ten aparat. To dobrze, że już nigdy nie zatrzymam czasu. No może jedynie na swoim zwykłym aparacie.
Kiedy skończyły się lekcje, poszliśmy do świetlicy. Ja leciałem jak torpeda, aby się zapisać na zajęcia komputerowe. Wszystko wskazywało na to, że będzie to zwyczajna lekcja w świetlicy. Ale na zajęciach komputerowych wszystko się zmieniło...
Gdy wszedłem do sali, zobaczyłem, że na biurku leży aparat. Nie był to zwyczajny aparat, tylko magiczny. Ale nie wiedziałem tego jeszcze, kiedy go włączałem. Była na nim masa przycisków i przełączników. Na początku nie wiedziałem co do czego służy, ale wiedziałem jak obsługuje się zwykły aparat. Jednak na tym aparacie wiedziałem do czego służą tylko dwa, z chyba tysiąca, przycisków.
Nagle przyszedł mi do głowy pomysł, aby nakręcić film o naszej szkole.
Zacząłem więc nagrywać.
Nagrałem naszą klasę i pełną dzieci świetlicę. Potem gabinet pani dyrektor, przy którym stał jakiś chłopak, jęcząc z powodu tego, że pani dyrektor skonfiskowała mu laser. Zwiedziłem także salę gimnastyczną, łazienkę, piwnicę i podwórko szkolne. Chciałem już skończyć nagrywać, więc wcisnąłem przycisk pauza, ale... Zamiast zatrzymać film, zatrzymałem czas! Wszyscy w szkole stali w bezruchu, jak na zdjęciach. Dzieci skaczące na trampolinie wisiały w powietrzu. Zrobiło mi się głupio.
- Po co ja brałem ten aparat?! - pomyślałem.
Nie wiedziałem, co mam zrobić. Przyszła mi do głowy myśl, aby go wyłączyć, ale zamiast wyłączyć aparat, wyłączyłem grawitację. Wszyscy polecieli w górę, a ja razem z nimi. Lecieliśmy tak i lecieliśmy, aż dolecieliśmy do kosmosu. Zobaczyłem naszą planetę oraz inne planety. Wędrowaliśmy tak przez Galaktykę, aż w oddali zauważyliśmy Czarną Dziurę! Wszystkich ogarnął strach. Próbowaliśmy się odpychać, ale Czarna Dziura nas przyciągała. Lecieliśmy coraz szybciej w jej stronę. Pierwsza zniknęła pani dyrektor. Potem pani Asia, pan ze świetlicy, pan Tomek od zajęć komputerowych, a na końcu my. Ja byłem ostatni, a obok mnie Hela. Chciałem ją odepchnąć, aby udało jej się uniknąć wciągnięcia. Ale nie udało się. Czarna Dziura pochłonęła mnie i Helę. Po wchłonięciu poczułem się jakbym był w niebie. Wszyscy ze szkoły już na mnie czekali. Pani Asia patrzyła i powiedziała ze smutkiem:
- To były czasy!
Wiedziałem, że już nigdy nie wrócimy na Ziemię.
Nagle pomyślałem, że skoro mam mój magiczny aparat, to mogłem jeszcze cofnąć wszystko, co zmajstrowałem w szkole. Wcisnąłem więc przycisk cofania i wszystko zostało odtworzone od tyłu. Czarna Dziura nas wypchnęła ponownie w kosmos i lecieliśmy w stronę Ziemi, aż udało sie nam na nią wrócić.
Cofnąłem się do tego momentu, kiedy w pracowni komputerowej zobaczyłem aparat. Od razu go wyrzuciłem, bo jeszcze ktoś inny mógłby go użyć, coś zepsuć i przez przypadek wykasować całą Ziemię.
Gdy wróciłem do domu, opowiedziałem rodzicom całą historię. Cieszyłem się, że wyrzuciłem ten aparat. To dobrze, że już nigdy nie zatrzymam czasu. No może jedynie na swoim zwykłym aparacie.
11 gru 2012
Dla babci Oleńki
Be wykombinowało właśnie imieninowe wierszyki:
BABCIA
Moja babcia bardzo lubi, gdy do niej przyjeżdżam,
kiedy słońce u niej świeci, na zjeżdżalni zjeżdżam.
Gdy jedziemy windą mówi: wnuczku, kocham ciebie!
Gdy całuje mnie w policzek - jestem w siódmym niebie.
A po lekcjach odrobionych daje mi cukierek.
Babcia myje również pięknie okna bez usterek.
GAPA
Moja babcia Gapę ma. Gapa to jest imię psa.
Gapa gryzie (lecz czasami, tylko gdy jesteśmy sami).
Teraz powiem według mnie, jak nazwała Gapa się:
kiedy babcia z pieskiem mknęła do swojego domu,
poszła ścieżką wprost na tramwaj (nie mówiąc nikomu).
Ale Gapa ów na gapę w tramwaju jechała,
Babunię to rozśmieszyło i tak ją nazwała.
BABCIA
Moja babcia bardzo lubi, gdy do niej przyjeżdżam,
kiedy słońce u niej świeci, na zjeżdżalni zjeżdżam.
Gdy jedziemy windą mówi: wnuczku, kocham ciebie!
Gdy całuje mnie w policzek - jestem w siódmym niebie.
A po lekcjach odrobionych daje mi cukierek.
Babcia myje również pięknie okna bez usterek.
GAPA
Moja babcia Gapę ma. Gapa to jest imię psa.
Gapa gryzie (lecz czasami, tylko gdy jesteśmy sami).
Teraz powiem według mnie, jak nazwała Gapa się:
kiedy babcia z pieskiem mknęła do swojego domu,
poszła ścieżką wprost na tramwaj (nie mówiąc nikomu).
Ale Gapa ów na gapę w tramwaju jechała,
Babunię to rozśmieszyło i tak ją nazwała.
10 gru 2012
Laureat
Małe Be wygrało MIĘDZYSZKOLNY konkurs literacki. Zajęło pierwsze miejsce opowiadaniem, które samo napisało na lekcji. Kategoria "Złota wyobraźnia" (najciekawsza treściowo praca). Duma i chwała.
Dziś jedziemy na oficjalne ogłoszenie wyników i wręczenie nagród. Be od rana jakoś tak uroczyście przechadza się po domu i raz po raz zagaja:
- Mamo, to dziś jedziemy do tamtej szkoły?
- Dziś.
- A pojedziemy autem, czy limuzyną?
- Autem. Dlaczego myślisz, że limuzyną? - rżę.
- Bo to ważna sprawa i tak by chyba należało.
9 gru 2012
Owocne rymy
Padre pracuje, więc i Be pracuje.
Padre wymyśla reklamy, Be - jak Padre.
Na zapracowanym laptopie Be'ojca ląduje kartonik po rajstopach. Małe przepisało z "Księgi spraw ważnych":
"Truskawki świeże niechaj każdy bieże!
Nigdy końca mody na leśne jagody.
Jabłko do jabłka, zbieże się siatka.
Śliwki węgierki słodsze niż cukierki."
- A te cztery ostatnie to już całkiem moje, tato:
"OWOCNE RYMY
Konfitury - na kolejne tury!
Drzemy i drzemki - przyda się na drzemki!
Ogórki - najlepsze dla córki!
Jesteś dziś chory - bież pomidory!"
...Na jutro przewiduję owocne dyktando. Żekłam.
Padre wymyśla reklamy, Be - jak Padre.
Na zapracowanym laptopie Be'ojca ląduje kartonik po rajstopach. Małe przepisało z "Księgi spraw ważnych":
"Truskawki świeże niechaj każdy bieże!
Nigdy końca mody na leśne jagody.
Jabłko do jabłka, zbieże się siatka.
Śliwki węgierki słodsze niż cukierki."
- A te cztery ostatnie to już całkiem moje, tato:
"OWOCNE RYMY
Konfitury - na kolejne tury!
Drzemy i drzemki - przyda się na drzemki!
Ogórki - najlepsze dla córki!
Jesteś dziś chory - bież pomidory!"
...Na jutro przewiduję owocne dyktando. Żekłam.
6 gru 2012
Suplement
- Wiem, że napisałem już list do świętego Mikołaja i że to, co powiem, jest niemożliwe, ale na Gwiazdkę chciałbym jednak dostać... WSZYSTKO!!!
5 gru 2012
Szczęśliwa komórka
Poranek w łóżku. Be chore, w rumieńcach i skowronkach (nie idzie do szkoły). Strumień świadomości z prędkością światła. Łapię w locie:
- ...Ale są też plusy tego chorowania. Możecie być szczęśliwsi!
- Hm?
- No bo nie mam tyle energii co zwykle i np. spokojnie chodzę po schodach. Jest niewysokie prawdopodobieństwo, że zrobię sobie krzywdę.
- A tak w ogóle chciałbym mieć już dzieci. I sam je sobie urodzić.
...To niesprawiedliwe. Dlaczego nie mam komórki jajowej, mamo?!
- No nie masz, tak to już jest. - Nie postarałam się, wiem. Ósma rano.
- A mógłbym mieć komórkę? Samą komórkę? To JEST możliwe.
Manipulant jeden.
- ...Ale są też plusy tego chorowania. Możecie być szczęśliwsi!
- Hm?
- No bo nie mam tyle energii co zwykle i np. spokojnie chodzę po schodach. Jest niewysokie prawdopodobieństwo, że zrobię sobie krzywdę.
- A tak w ogóle chciałbym mieć już dzieci. I sam je sobie urodzić.
...To niesprawiedliwe. Dlaczego nie mam komórki jajowej, mamo?!
- No nie masz, tak to już jest. - Nie postarałam się, wiem. Ósma rano.
- A mógłbym mieć komórkę? Samą komórkę? To JEST możliwe.
Manipulant jeden.
4 gru 2012
Liścik
Między Heleną a Be nieustająca wymiana korespondencji na lekcjach. Małe zbiera sporo uwag właśnie z tego powodu. Upominam więc, apeluję, namawiam, szantażuję.
Wczoraj odebrałam Be ze szkoły wraz z kolejnym samolocikiem skonfiskowanym przez Panią. Wrzuciłam list do torby, zrobiłam groźną minę i ruszyliśmy w ciąg dalszy.
Dziś rano wygładzam kartkę i czytam:
"Hela! Listy jednak na przerwie, bo pani nie będzie zadowolona."
Jest postęp. Niejaki.
Wczoraj odebrałam Be ze szkoły wraz z kolejnym samolocikiem skonfiskowanym przez Panią. Wrzuciłam list do torby, zrobiłam groźną minę i ruszyliśmy w ciąg dalszy.
Dziś rano wygładzam kartkę i czytam:
"Hela! Listy jednak na przerwie, bo pani nie będzie zadowolona."
Jest postęp. Niejaki.
2 gru 2012
Krakowiaczki
Prewencyjnie zerkam do odrobionych lekcji. Matematyka, ćwiczenia "Nowe Już w szkole", klasa 3, część druga, strona 10, ćwicz.1.
"Ułóż treść zadania do ilustracji. Zapisz pytanie i obliczenie."
Widzę trzy wirujące kółeczka trzymających się za ręce dzieci. W każdym kółeczku sześć pociech, nie wiedzieć czemu, w ludowych strojach krakowskich. Pogodne minki, łopoczące kokardki, sterczące piórka. Poniżej odpowiedzi Be:
Obliczenie:
3x6=18
Pytanie:
Ile staromodnych głupków się kręciło?
"Ułóż treść zadania do ilustracji. Zapisz pytanie i obliczenie."
Widzę trzy wirujące kółeczka trzymających się za ręce dzieci. W każdym kółeczku sześć pociech, nie wiedzieć czemu, w ludowych strojach krakowskich. Pogodne minki, łopoczące kokardki, sterczące piórka. Poniżej odpowiedzi Be:
Obliczenie:
3x6=18
Pytanie:
Ile staromodnych głupków się kręciło?
Subskrybuj:
Posty (Atom)