Oto opowiadanie, które Be napisało na lekcji i którym wygrało międzyszkolny konkurs literacki:
Kiedy skończyły się lekcje, poszliśmy do świetlicy. Ja leciałem jak torpeda, aby się zapisać na zajęcia komputerowe. Wszystko wskazywało na to, że będzie to zwyczajna lekcja w świetlicy. Ale na zajęciach komputerowych wszystko się zmieniło...
Gdy wszedłem do sali, zobaczyłem, że na biurku leży aparat. Nie był to zwyczajny aparat, tylko magiczny. Ale nie wiedziałem tego jeszcze, kiedy go włączałem. Była na nim masa przycisków i przełączników. Na początku nie wiedziałem co do czego służy, ale wiedziałem jak obsługuje się zwykły aparat. Jednak na tym aparacie wiedziałem do czego służą tylko dwa, z chyba tysiąca, przycisków.
Nagle przyszedł mi do głowy pomysł, aby nakręcić film o naszej szkole.
Zacząłem więc nagrywać.
Nagrałem naszą klasę i pełną dzieci świetlicę. Potem gabinet pani dyrektor, przy którym stał jakiś chłopak, jęcząc z powodu tego, że pani dyrektor skonfiskowała mu laser. Zwiedziłem także salę gimnastyczną, łazienkę, piwnicę i podwórko szkolne. Chciałem już skończyć nagrywać, więc wcisnąłem przycisk pauza, ale... Zamiast zatrzymać film, zatrzymałem czas! Wszyscy w szkole stali w bezruchu, jak na zdjęciach. Dzieci skaczące na trampolinie wisiały w powietrzu. Zrobiło mi się głupio.
- Po co ja brałem ten aparat?! - pomyślałem.
Nie wiedziałem, co mam zrobić. Przyszła mi do głowy myśl, aby go wyłączyć, ale zamiast wyłączyć aparat, wyłączyłem grawitację. Wszyscy polecieli w górę, a ja razem z nimi. Lecieliśmy tak i lecieliśmy, aż dolecieliśmy do kosmosu. Zobaczyłem naszą planetę oraz inne planety. Wędrowaliśmy tak przez Galaktykę, aż w oddali zauważyliśmy Czarną Dziurę! Wszystkich ogarnął strach. Próbowaliśmy się odpychać, ale Czarna Dziura nas przyciągała. Lecieliśmy coraz szybciej w jej stronę. Pierwsza zniknęła pani dyrektor. Potem pani Asia, pan ze świetlicy, pan Tomek od zajęć komputerowych, a na końcu my. Ja byłem ostatni, a obok mnie Hela. Chciałem ją odepchnąć, aby udało jej się uniknąć wciągnięcia. Ale nie udało się. Czarna Dziura pochłonęła mnie i Helę. Po wchłonięciu poczułem się jakbym był w niebie. Wszyscy ze szkoły już na mnie czekali. Pani Asia patrzyła i powiedziała ze smutkiem:
- To były czasy!
Wiedziałem, że już nigdy nie wrócimy na Ziemię.
Nagle pomyślałem, że skoro mam mój magiczny aparat, to mogłem jeszcze cofnąć wszystko, co zmajstrowałem w szkole. Wcisnąłem więc przycisk cofania i wszystko zostało odtworzone od tyłu. Czarna Dziura nas wypchnęła ponownie w kosmos i lecieliśmy w stronę Ziemi, aż udało sie nam na nią wrócić.
Cofnąłem się do tego momentu, kiedy w pracowni komputerowej zobaczyłem aparat. Od razu go wyrzuciłem, bo jeszcze ktoś inny mógłby go użyć, coś zepsuć i przez przypadek wykasować całą Ziemię.
Gdy wróciłem do domu, opowiedziałem rodzicom całą historię. Cieszyłem się, że wyrzuciłem ten aparat. To dobrze, że już nigdy nie zatrzymam czasu. No może jedynie na swoim zwykłym aparacie.
8 komentarzy:
Jak na 9 latka, to całkiem fajne opowiadanie :D
Pozazdrościć fantazji:)
Nie mogę uwierzyć, ze pisał to 9-latek. Bardzo ciekawe to opowiadanie i gramatyka na poziomie ponadprzeciętnym. Niech pisze więcej:p, a Ty Zorko zapodawaj nam te opowiastki tutaj. Najlepiej niech zacznie książkę pisać:D.
Justyna
Wspaniałe opowiadanie!
juz nigdy nieopatrznie nie powiem, że chcę zatrzymac czas:)))))
ps. ta limuzyna rzeczywiście sie należała:))))
łał...
Zorko,
Podczytuję Twojego bloga od dawna, muszę przyznać, że Be ma niesamowity talent. A pod Twoimi skrzydłami z pewnością może się tylko jeszcze bardziej rozwinąć.
PS. Wręcznie nagród odbywa się w "naszej" szkole.
donatta
Jak na 29 latka to by było dobre opowiadanie.
Czaaaaadowe :D
Prześlij komentarz