- MAMA!
Gram na zwłokę, nie słyszę; egzamin z psychopatologii mnie pokonał. Na kolanach "Wysokie Obcasy", obok zielona herbata. Chwilo, trwaj!
- MAMA!!! - Be swoje. - A TY WIESZ, ŻE SĄ RÓŻNE STEFANY?
I już czuję, że po mnie. Już widzę siebie idącą na górę, by rozprawić się ze Stefanami.
- MAMA!!!
- Co?
- NO STEFANY! Z PRZESZŁOŚCI!
Gazeta na bok, kierunek: pokój Be.
- Jakie Stefany? - pytam.
- No różne, na przykład Czarnieckie! - Be z nosem w książce. - Myślałem, że był tylko jeden: Stefcio Batory (...pamiętacie, kim był Batory? Be twierdzi, że to nie patron, a prezes jego szkoły). - A jeszcze ci powiem, mamo, że Stefany są NIE TYLKO z przeszłości. Przylatują też do karmnika!
- Dziecko, co ty mówisz; jak do karmnika?
- No w klasie, na parapecie.
Rżę.
- Oj, mamo, jak ty nic nie rozumiesz! My w klasie mówimy na gołębie "stefany", bo przylatują do szkoły Batorego.
...Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji.
Dobranoc. :)
6 komentarzy:
Uprzejmie informuję, że mój Stefan jest czarno-biały i przecudnie mruczy :D
:)
Ja znam Stefana cocker spaniela. Jego uszy - niczym peruka Ludwika XIV-go.
są też Stefany płci żeńskiej! jedna taka zalega u mnie całymi dniami i tylko "n" jej brakuje. uszy nieprzycięte, ogon niestety tak.
Pozdrawia Mama Stefana piątoklasisty:)
U mnie też Stefan - teść, ale chyba też nadaje się do listy?
Świat Be legł w gruzach. ;)
Prześlij komentarz