Ostatni dzień przed feriami. Odbieram Be ze świetlicy i od progu słyszę:
- Mamo, no niestety. Jest uwaga.
Bez słowa, za to z Karcąco-Srogim Spojrzeniem Pani Matki, wyciągam dzienniczek i czytam:
„Bartek żuje oponę od auta.”
…
…
…
Małe Be spieszy mi jednak z pomocą:
- Nie martw się, mamo! To była opona od takiego MAŁEGO auta!
( ...W skrytości serca liczę teraz na Oskara. Należy mi się za precyzyjnie kamienną twarz w czasie całej akcji!)
3 komentarze:
Oj, nie mogę się naczytać:)) A Oskara daję z zamkniętymi oczami:)!!!
Dziękować, dziękować! :)
Ha ha ha
Nauczyciele to mają problemy. :)
A niech se żuje. :D Mój żuje od motoru, od małego motoru. :D Mnie to nie przeszkadza. ;)
Prześlij komentarz