24 sty 2011

Oczko wodne

Małe Be wstaje na siusiu, grzeczny chłopiec, godzina 23.30.
Zamiast w prawo, skręca jednak w lewo. Zamiast do W.C. trafia w (tak zwany) duży pokój.
Trafia dosłownie.

Sika sobie (nadal grzecznie) na okrągły, zielony dywanik.
Najmniejszej kropelki nie roni poza obręb dywanika.
Zabiera z podłogi dwa drewniane tory (za dnia: „mamo, mamo, czy mogę nie sprzątać tych torów do jutra?”) i idzie z nimi spać.
Układa tory na poduszce, dodaje słodki wydech ulgi i śpi do rana.

A my mamy oczko wodne w dużym pokoju.
Tak zwane.

Brak komentarzy: