Kilka dni temu przychodzę po Be do świetlicy.
Na odchodnym Małe rzuca: "Cześć, Patrycja!" i dziarsko maszeruje trzy kroki przede mną, rozrzucając ramiona na wszystkie strony świata.
Taki to z niego luzak. I dorosły. I w ogóle.
W samochodzie otwieramy panel dyskusyjny:
- Kto to jest Patrycja?
- Moja kochanka.
Trzymam dzielnie fason i tradycyjnie nie parskam śmiechem (wciąż cierpliwie czekając na oskara).
- Koleżanka?
- Nie, kochanka! Bo ja ją kocham.
I powiem ci nawet, że dziś ją pocałowałem!
- W co ją pocałowałeś?
- W usta!!! (...i tu mina Be z rzędu tych, co to za wszystko inne zapłacisz kartą master card)
- I jak się czułeś?
- No trochę się wstydziłem potem, ale ona chciała.
...I wiesz mamo, ja nie rozumiem tych dziewczyn. Ona raz ze mną jest, potem mówi, że zrywa, na drugi dzień znów ze mną jest i dziś znowu zerwała. Ja już nic nie rozumiem.
Co to w ogóle znaczy, że ze mną zrywa?
Korki ułatwiły mi zadanie i Małe zrozumiało, że jak przetrzyma ten ciężki decyzyjny okres, to powinno mu się z Patrycją ułożyć.
Dziś na placu zabaw huśtali się razem.
Opona, Patrycja i Be.
Be na kolankach u Patrycji.
:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz