Jedziemy do szkoły muzycznej na egzamin. Wielki fortepian, wielka aula, publika, stresik.
Ni z gruszki ni z pietruszki dziecię zagaja:
- Szkoda, że się ożeniłaś z tatą...
- Nie: "ożeniłaś się" a "wyszłaś za mąż." - Poprawiam z automatu, próbując zmienić pas. - Zaraz, zaraz... Dlaczego szkoda?
- Bo to tata powinien się ożenić z tobą, miałby twoje nazwisko. A tak to mam nazwisko na "K". ...Jakby wyszedł za ciebie, miałbym na "G" i bym nie musiał tyle czekać na swoją kolej.
Śmieję się w głos.
Małe Be, niezrażone, ciągnie dalej:
- Ale tak najbardziej-najbardziej to mi się marzy, by nazywać się Broniewski...
1 komentarz:
Be jest na dobrej drodze (no moze nie do nazwiska Broniewskiego ale do sukcesu literackiego z pewnoscia tak)
Pozdrawiam
A
Prześlij komentarz