Be ostatnio wyprawia tatuaże. Lewa ręka cała w atramentowych esach floresach. Jako że malunki panoszą się po coraz większej przestrzeni, należało przyciąć sprawę dość radykalnie.
- Od dziś koniec z malowaniem się długopisem w szkole. - zaczęłam wywód.
Be niby zarejestrowało pierwsze zdanie, reszta argumentów nie dotarła.
Odbieram dziecię ze szkoły. Na przedramieniu spory, granatowy krzyż.
- Dlaczego rysowałeś po rekach? Mówiłam ci, że nie wolno robić sobie żadnych tatuaży.
- To nie jest tatuaż, to jest krzyż! Zrobiłem go na religii. Jedziemy przecież na wycieczkę, a tam NIE BĘDZIE krzyża. To do czego mam się modlić?!
Cwaniak jeden.
7 komentarzy:
Ładne te tatuaże?
Może będzie sławnym tatuażystą?
Albo już nie :P
Hahaha ja go uwielbiam ! :D
Cwaniak :)
To się nazywa sprytne wybrnięcie z sytuacji:)
Czyżby rozwijanie nowego talentu :)
Pomyslowosc dzieci nie zna granic :D
Aaaaa mały bałwochwalca :) Piękne :)
Prześlij komentarz