Lepimy bałwana. Wróć, ja lepię.
Małe, pod pretekstem rzekomej zbiórki śniegu, zatacza coraz szersze koła wokół jabłonki, ubawione po pachy własnymi śladami.
Bałwan osiąga wreszcie rozmiary sporego karła, zatem zaczynam uklepywanie.
Be podbiega z krzykiem:
- Czekaj, czekaj, zgładzę ci go!!!
- Spadaj - mówię - To mój bałwan.
Nie lepiłeś, nie rozwalasz!
- Ale mamo, ja chciałem ci tylko pomóc, żeby gładki był taki...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz