Leżymy razem w łóżku i czekamy aż zadzwoni budzik.
Takie toczą się rozmowy:
- Mamo, widzę drobinki, jakby fioletowe, które mi latają w oku.
- Ja też widzę podobne.
- A co to takiego?
No i matka, niedorobiona poetka, płynie:
- Może to kolory opadają jak brokat, bo jest ciemno i nie muszą już być na miejscu, może je przyłapaliśmy… Albo też jest odwrotnie – one właśnie wracają na swoje miejsca, bo zbliża się ranek…
- Nie mamo, to na pewno nie jest brokat.
To jest tynk!
1 komentarz:
Oj, świetne:)
Prześlij komentarz