24 lut 2011

Dziś rano

Leżymy razem w łóżku i czekamy aż zadzwoni budzik.
Takie toczą się rozmowy:

- Mamo, widzę drobinki, jakby fioletowe, które mi latają w oku.

- Ja też widzę podobne.

- A co to takiego?

No i matka, niedorobiona poetka, płynie:

- Może to kolory opadają jak brokat, bo jest ciemno i nie muszą już być na miejscu, może je przyłapaliśmy… Albo też jest odwrotnie – one właśnie wracają na swoje miejsca, bo zbliża się ranek…

- Nie mamo, to na pewno nie jest brokat.
To jest tynk!

1 komentarz:

Zo pisze...

Oj, świetne:)