Wyganiam dziecię na dwór.
- Ładna pogoda, weź hulajnogę, zobacz, czy jest Maks i wio.
Po chwili Be wpada do domu:
- Maksa nie ma, bo nie chce.
- To znaczy, że Maksa nie ma, czy że jest, ale nie chce wyjść na dwór? - pytam dla zasady.
- Oj no... - głębokie westchnięcie. - Maksa nie ma. Pomyślałem, że jak ci to powiem, to ty od razu zapytasz, dlaczego nie jestem na dworze, więc ci odpowiedziałem czemu nie. Bo nie chcę.
1 komentarz:
Dziecięca logika nie zna granic. Swoją ... ćwiczy na mnie 4-ro letni wnuk Kamil - brzuch boli ... ze śmiechu oczywiście.
Prześlij komentarz