Szkoła muzyczna, dzień pierwszy.
Przyjechaliśmy pół godziny za wcześnie – zatem zwiedzane szkoły.
4 piętra, jest co robić.
Teatralnym szeptem, czyli takim, by wszyscy słyszeli, że to oto dziecię ma matkę mądrą, cierpliwą, łagodną - sumując: idealną - mówię:
- Spójrz, syneczku, tu jest sala instrumentów dętych.
- Acha…
- Popatrz, sala pianina. Może tu będziesz ćwiczył.
- Acha…
- A tu, proszę, sala, gdzie dzieci uczą się grać na skrzypcach.
- Acha…
- A tam sala kameralna…
Tracę swą idealną poświatę i zaczynam działać jak robot.
Z letargu wybija mnie jednak Be, równie dostojnie szepcząc:
- Mamo, mamo, to FANTASTYCZNIE, że tu jest sala kameralna!
- A dlaczego fantastycznie?
- No bo wreszcie będę mógł kręcić prawdziwe filmy, a nie tylko komórką!
Świetna jest ta szkoła, naprawdę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz